sobota, 17 września 2016

JAK ZARABIAĆ NA BLOGU? - ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM LISEM

Wspomniany człowiek to jedna z bardziej znanych osobistości internetowych zajmujących się tematyką zarabiania w sieci - a przynajmniej jedna z niewielu, która ma na tym polu faktycznie poważne dokonania. Prowadzi sporo blogów, ale zaprosiłem go dla was głównie z powodu jednego z nich, czyli tego pod tym adresem: KLIK. Opowie wam o następujących tematach, które niejednej osobie mogą spędzać sen z powiek:

- Jak zarabiać na blogach? Ogólne pytanie, które przeradza się w dyskusję.
- Czy Google Adsense pozwala dziś zarobić w dobie adblocków?
- Modelowy przykład zarabiającego bloga
- Jak zmonetyzować bloga ... nie zarabiając na nim bezpośrednio?
- Czy blogi sprzedają?
- Czy posiadanie wielu blogów ma sens?
- Jakie błędy popełniamy myśląc o monetyzacji bloga?
- Monetyzacja na You Tube (uznaliśmy, że to też forma blogowania)
- Przyszłość monetyzacji blogów
- Dlaczego reklamodawcy wybierają czasem blogerów zamiast serwisów i np. kampanii banerowej?




Teraz słowo wyjaśnienia! Otóż nagraliśmy podcast ... nawet dwa. W obu wypadkach problemy techniczne po mojej stronie spowodowały, że nadawał się wyłącznie do wyrzucenia ze względu na fatalną jakość dźwięku. Szalenie żałuję, że Krzyszof jest godnym mówcą i fajną gadułą, która ma ogromną wiedzę. Zdecydowałem się więc na transkrypt, czyli pisemną wersję naszej rozmowy, która znajduje się niżej. Pierwszy raz w historii tego bloga, więc to takie swoiste szczęście w nieszczęściu. Nie uchowało się niestety wszystko o czym rozmawialiśmy więc ...

... PONIŻEJ KRZYSZTOF DORZUCIŁ ODPOWIEDZI W FORMIE AUDIO NA KILKA Z PYTAŃ, KTÓRE NIE POJAWIŁY SIĘ W TRANSKRYPCIE:
 




WRACAJĄC DO SAMEGO WYWIADU - oto i on!


Mateusz: Krzysztofie, gdybyś mógł się przedstawić słuchaczom w trzech słowach.

Krzysztof: Dzień dobry, nazywam się Krzysztof Lis. Gdybym miał o sobie opowiedzieć w trzech słowach to nie byłbym w stanie, więc będzie w pięciu. Zarabiam w internecie. Ostatnio liczyłem, że tak około połowę życia. Pierwsze pieniądze zarobiłem w nim jakoś w 2001 roku na jakimś banerku na stronie internetowej. Od 2006 roku zarabiam na blogach. Od 2007 piszę blog o zarabianiu na blogach. Od 2011 do niedawna pracowałem dla Agory, gdzie zajmowałem się optymalizacją reklamy kontekstowej i automatycznej. Moim zadaniem było to, aby z konkretnych reklam na stronie wyciągać jak najwięcej pieniędzy. Od niedawna pracuję zaś dla grupy Adtaily przy produkcie, który ma za zadanie pomagać wydawcom i właścicielom stron internetowym w spieniężaniu ruchu. Mogę powiedzieć, że chyba trochę się znam. Do Agory i do Adtaily dostałem się, bo ktoś zauważył, że się na tym znam. Ktoś zauważył, że prowadzę bloga o zarabianiu na blogach, zaprosił mnie do współpracy i tak od tamtego czasu to się toczy. Mogę z pewnością powiedzieć, że zarabiam dziś pieniądze, bo kiedyś zacząłem prowadzić blog.

M: A jakie blogi prowadzisz? Wiemy na pewno o jednym, bo jesteś z niego znany. 

K: Zarabianie na blogu pl to jest ten blog, który pewnie masz na myśli ...

M: ... tak jest ...

K ... ale tak naprawdę blogów mam ponad grubo piędziesiąt. Tak, chyba koło sześćdziesięciu w tej chwili. To jest efekt tego, że miałem całe mnóstwo dobrych pomysłów odnośnie tego jakie blogi mogłyby zarabiać dla mnie pieniądze, a pozniej okazywało się, że te pomysły nie były takie dobre. Dużych, popularnych blogów to mam może trzy. Pierwszy to ten o którym wspomnieliśmy. Drugi to drewno zamiast benzyny, który istnieje od 2003, a pisze w nim o biopaliwie, o ekologicznym stylu życia ... Takie tematy, którymi się kiedyś jeszcze zafascynowałem będąc na studiach. Najpopularniejszym blogiem przy którym ostatnio pracuję jest domowy survival, którzy współtworzę z kolegą i traktuje o przygotowywaniu się na trudne czasy. Na wojnę, na głód na świecie, ale też na przykład na długotrwały brak prądu. Oprócz aktywnego pisania na blog robię też sporo filmów na You Tube i to jest najważniejsze działanie. Właśnie w tej chwili, gdy rozmawiamy renderuje mi się film na kanał.

M: Czyli nie boisz się ekranu?

K: Już nie.

M: Jasne, bo to wszystko przychodzi z czasem. Powiedz mi Krzysztofie – jak zarabiasz na tych blogach? Po to właśnie głównie cię zaprosiłem.

K: Jasne! Większość pieniędzy jakie zarobiłem w internecie miało miejsce dzięki Google Adsense; jednej z chyba najpopularniejszych sieci wydawniczych na świecie, a na pewno jednej z najpopularniejszych w Polsce. Uważam, że jest to świetny punkt wyjścia, by zacząć, bo wystarczy wstawić sobie ko na stronę, a system zam zadba, aby wyświetlały się odpowiednie reklamy, które mogą użytkowników zainteresować. Tu zarobiłem najwięcej pieniędzy i w dalszym ciągu to moje główne zrodło dochodów na blogach. Zdarzają się także również bezpośrednie współprace z reklamodawcami na blogu. Czy to w formie wpisów sponsorowanych, czy w postaci fantów do przetestowania. Czasami też sprzedaję banery bezpośrednio na swoich blogach. Ostatnią z istnotniejszych form jest reklama w sieci afiliacyjnej (KONIECZNIE PRZECZYTAJ POZNIEJ TEN WPIS O ZARABIANIU NA AFILIACJI), a co ciekawsze staram się interesujące moich czytelników promować. Drobiazgi wpadają z programów typu content stream, która ma taki produkt służący do wyświetlania treści powiązanych z danym wpisem. Oprócz tych treści pojawia się tam również reklama i jeśli ludzie w nią klikną to otrzymujemy kilka groszy.

M: Czy google adsense w dalszym ciągu będzie miał sens w dobie tak powszechnych adblocków?

K: No z tymi adblockami to jest kiepsko, bo my w Polsce mamy chyba największą populację osób, które z nich korzystają, bo nawet międy 35 a 40% użytkowników przeglądarek z nich korzysta i jest to przerażające. Rzeczywiście reklamy adsense łatwo zablokować, bo ich kody znajdują się w każdy filtrze, ale opieram sie na tych pozostałych 60%. Poza tym na komórkach jest niewielka liczba osób, które blokują reklamy, a z kolei ruch komórkowy znacznie rośnie. Adsense jest więc moim zdaniem dobrym punktem wyjścia do czasu znalezienia bardziej efektywnego sposobu spieniężania ruchu. Jeśli zaś udaje mi się nawiązać bezpośrednie współprace z reklamodawcą to wyłączam lub zastępuje bannery innymi reklamami. Staram się również korzystam z takich form, których łatwo zablokować się nie da np. linków programów partnerskich, gdy opisuję produkt na blogu. Głupotą byłoby nie podanie adresu do strony internetowej, gdzie można go kupić. Ewentualnie kieruję do porównywarki cen (LUB SKORZYSTAĆ Z CENEO) co stanowi dla czytelników dodatkową wartość. Adblock jest więcej niezłym punktem wyjścia, aby nawet wyceniać współpracę, bo wiem, że blogerzy, czy właściciele stron mają z tym problem. Dzięki statystykom Adsense wiemy jakie poszczególne miejsca na stronie mają liczbę kliknięć i odsłon. Pozwala nam to oszacować jaką dany banner będzie miało wartość dla reklamodawcy, a także dla nas samych. Możemy łatwo policzyć jaką sumę zaproponować, by zwróciło nam się z nawiązką wyłączenie Adsense.

M: Co z pozostałymi programami partnerskimi? Powiedzmy sieci afiliacyjne – czy na nich da się robić pieniądze?

K: Tak, z całą pewnością. Michał Szafrański, którego podziwiam i którego bardzo szanuję za to co osiągnął zarobił w większości dzięki program afiliacyjnym właśnie. Polecał za ich pomocą lokaty za pomocą, których jego czytelnicy mogą zarabiać pieniądze i ona zarabia na tym ogromne pieniądze.

M: Bez zaglądania w kieszeń, bo sam Michał to potwierdza, zarabia na tym miliony. Swego czasu chwalił się ilością zakładanych lokat, które jego czytelnicy otwierali w tysiącach, a za otwarcie której otrzymywał konkretną sumę. Dodajmy do tego rosnący ruch, zaufanie jakie zdobył i fakt, że przestał publikować dokładne sumy, bo stały się tak duże, że „niektórych mogą kłuć w oczy”, a mamy pewność, że to przedstawiciel blogerów – milionerów.

K: Tak, tak, z całą pewnością. To jest model, który moim zdaniem jest najlepszy dla wszystkim ze stron. Michał dostarcza jakościową treść swoim czytelnikom. Ktoś kto szuka informacji o tym gdzie oszczędzać i gdzie zarobić dodatkowych parę złotych na lokatach znajdzie u niego odpowiedzi na te pytania. Sam Michał za polecenia sprawdzonych produktów ma z tego korzyść, a bank ma zainteresowanie klienta. Więc jest to zasada 3 x win jak to kiedyś Maciej Budzich z „Mediafun” wymyślił, czyli każda strona wygrywa, gdzie każda ze stron otrzymuje wartość. Jeśli się ma odpowiedni ruch to na sieciach afiliacyjnych można zarobić olbrzymie pieniądze. Odpowiedni ruch oprócz odpowiednio dużych cyfr oznacza również ludzi zainteresowanych tymi konkretnymi produktami. Albo patrząc z drugiej strony dostarczając reklamy ludziom, które mają szansę ich faktycznie zainteresować. Jakiś czas temu narzekałem na swoim fanpageu na jedną z sieci afiliacyjnych, a skłoniła mnie do tego rozmowa z pracownicą jednej z tych sieci, która zaproponowała mi, abym wstawił ich reklamę na blog. Odpisałem, że oczywiście bardzo chętnie spróbuję, ale proszę napisać o który blog państwu chodzi, a przypominam, że mam ich kilka. Napisała, że chodzi o blog zarabianie na blogu i mają w swojej ofercie reklamy pożyczek. Odpisałem jej, że na moim blogu ludzie szukają informacji o tym jak zarabiać pieniądze, a nie o tym jak je pożyczyć. Może ma więc pani jakieś inne kategorie. Ona na to, że przecież to świetna propozycja, bo może pan zarobić na tym mnóstwo pieniędzy. Pojawiło się jeszcze stwierdzenie, że „jak pan wstawi te reklamy na blog to pokaże pan czytelnikom, że można zarabiać bez ryzyka”. Problem polega na tym, że jest właśnie olbrzymie ryzyko dla mnie kiedy wstawię reklamę zupełnie niedopasowaną do potrzeb i oczekiwań czytelników. Ale ci ludzie wysyłają te maile na cały świat ze ślepym przekazem „zapraszamy do programu, 200 zł za pożyczkę”. To wszystko fajnie, ale na przestrzeni działania reklamy tej pożyczki może NIKT nie wziąć, a reklama się będzie świecić. Rzeczywiście jest to model współpracy bez ryzyka – dla reklamodawcy, bo dla mnie jest to jednak duże ryzyko. Ponarzekałem sobie na nie, ale ja ze współpracy z nimi jestem zadowolony bardzo. Jedna z nich ma program afiliacyjny księgarni w której polecam czytelnikom pozycję, którą przeczytałem i wskazując, gdzie można ją ewentualnie kupić dzięki czemu mam szansę zarobienia kilku złotych, a nie tylko kilkudziesięciu groszy jak w przypadku porównywarek cenowych. W sprzyjających warunkach współpraca z sieciami afiliacyjnymi ma sens, bo jednym z czynników jest to, by czytelnicy byli na odpowiednim etapie procesu zakupowego. Jak Michał pisze artykuł o najlepszych lokatach to wiadomo, że do tego artykułu trafiają osoby, które tego szukają choćby z wyszukiwarki. Jeśli ja mam na przykład blog o fotografii i wrzucę na niego bardzo ogólny artykuł o kamerach GO Pro na przykład to do tego artykułu mogą i na pewno będą wchodzić ludzie, którzy nie podjęli jeszcze decyzji o zakupie. Wtedy taki link będzie mało skuteczny, bo te osoby zechcą pogrzebać za informacjami dalej i mój link będzie zwyczajnie zapomniany.

M: Trzeba powiedzieć jedną rzecz – Michał zdobywał latami zaufanie i tworzył ten tunel sprzedażowy sprawiając, że jeśli powie, że coś jest dobre to niemal nikt nie poddaje tego w wątpliwość. Słowem zaufanie sprzedaje bardziej niż nawet mrowie linków i masowa reklama.

K: Tak. Dużo lepiej wygląda i działa link z tabelki czy link z informacją, że to jest sklep w którym ja robię zakupy i jestem z nich zadowolony niż po prostu banner reklamowy. Po to się pisze blogi, by przekazywać przede wszystkim własne doświadczenia i jakoś do nich nawiązywać. Po kilku miesiącach czy też latach można zaobserwować coś w rodzaju zaprzyjaźnienia się z danym autorem.

M: W tym zdaje się kryć odpowiedzieć na pytanie, które często sobie zadawałem – czemu firmy lub agencje świadomie wybierają czasem blogerów zamiast artykuły lub bannery w serwisach.

K: Myślę, że właśnie dlatego, że blog i bloger to jedność. Często jest wręcz tak, że blogi są wręcz obrandowane nazwiskiem autora. Nierzadko wstawia swoje zdjęcie, więc przestaje być anonimowy. Prawie zawsze jest jasna informacja kto ten artykuł napisał nawet jeśli jest to pseudonim jak np. zwierz popkulturalny. W dużych portalach autorzy artykułów podpisują się inicjałami i nawet nie wiadomo kto to jest.

M: Zostawiasz komentarz, nie wiadomo czy odpowie, nie wchodzisz z nim w żadną interakcję. Masz wygenerować odsłonę i sobie stąd iść. Jak chcesz to coś napisz, a jak nie to droga wolna. 

K: Tak – czytelnik może odejść. Zresztą mam wrażenie, że te portale są bardzo drogie.

M: Kiedyś nawet sprawdzałem, bo bywa, że są niekiedy ogólnodostępne, a część jest ukryta za telefonem lub mailem do handlowca (nie wiem czy to dobry przykład, ale Spiders Web nie ukrywa swojego cennika - jest dostępny tutaj). Taki banner na głównej jednego z wiodących serwisów może kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych. Ty szczególnie o tym wiesz jaki jest z nich wskaznik ROI (czyli zwrot z inwestycji). Czy twoim zdaniem lepiej jest więc wydać pieniądze u blogera czy w serwisie? Nie żebym stawiał tezę, która jest ci z góry narzucona i chciałbym ją potwierdzić. Pytam, bo naprawdę jestem ciekaw w jakich okolicznościach wybrać jedną lub drugą opcję. Chciałbym usłyszeć zdanie osoby bezstronnej, czyli takiej, która ma bloga, a także pracuje dla serwisów.
K: Trudno odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Obydwa rozwiązania mają swoje dobre strony. To zależy bardzo często od modelu biznesowego i od celu, który chce się uzyskać dla danej kampanii. Jeśli chce się uzyskać efekt wizerunkowy, czyli budować rozpoznawalność marki (zwłaszcza z dobrami szybko zwywalnymi takie jak proszki do prania, czy żarcie dla psów) po prostu w zasięg, czyli kupować dużo odsłon. Nie trzeba kupować odsłon całego serwisu przez tydzień, albo odsłon jakiegoś serwisu tematycznego. Można natomiast kupić wyświetlanie użytkownikom o których wiemy, że czegoś konkretnego szukają na podstawie zgromadzonych danych. Te spersonalizowane odsłony mogą kosztować nawet kilkaset złotych, gdy szukam kogoś z bardzo wąskiej grupy, a potencjalna odsłona może mi się zwrócić (np. docieramy do osób, które szukają auta; marża na tym jest gigantyczna). 

M: Mówisz mi to wszystko i krętymi ścieżkami myślowymi przyszło mi do głowy, by zapytać cię o przyszłość monetyzacji blogów. Obserwujesz ten rynek, bo jak sam wspomniałeś jesteś z nim związany od 2006 tak więc widzisz jak one ewoluują. W którym kierunku zmierzają?

K: Sztuką jest zrobić to trafnie :)

M: Powróżmy z fusów.

K: OK. Myślę, że przez to, że tak dużo jest tych osób stosujących adblocka i będzie ich jeszcze więcej. Tym samym podejrzewam, że reklamodawcy będą stopniowo odchodzić od klasycznej reklamy banerowej, czy kontekstowej, które można łatwo zablokować. Adblock wyłapie wszystko co ma reklama w nazwie, wyłapie dowolne formaty i po prostu zablokuje ich wyświetlanie. Reklamodawcom też zależy na tym, aby ich treści docierały do internautów.

M: Czyli będą chcieli uderzyć w reklamę bardziej kontekstową, czyli natywną (np. wpisy sponsorowane). Coś co Adblock nie wyłapie, bo wygląda jak zwykła treść.

K: Product placementy w artykułach, wpisy sponsorowane ... Można sobie wyobrazić, że jakieś dodatkowe filtry do Adblocków powstaną. Wypadałoby, bo nie ma ścisłych uregulowań prawnych, aby oznaczać treści w jakiś sposób sponsorowane, więc algorytmy mogą nawet wyłapywać te słowa. Nie jest więc powiedziane, że to również w przyszłości nie będzie blokowane.

M: Tak swoją drogą przyszło mi do głowy ... W internecie jest mnóstwo treści, którą można konsumować na wiele sposobów: czytać, oglądać, słuchać ... Nie masz wrażenia, że cierpimy na klęskę urodzaju i jest tego momentami za dużo?

K: Pewnie, że tak. Kiedyś korzystałem z takiego niedziałającego już Google Readera, gdzie trzymałem wszystkie swoje subskrybcje RSS. Teraz wszystkich śledzonych przeze mnie treści dostarcza mi Facebook i You Tube. Mając tą świadomość, że z RSSów już prawie nie korzystam to lajkuje prawie wszystko co się da, aby algorytmy wyświetlały mi te treści na moim newsfeedzie. You Tube podsuwa mi masę nowych treści na bazie moich wyborów.

M: Zagląda ci zza pleców co oglądasz i wie.

K: Przez tą niepewność związaną z social media mam wrażenie, że wymusi to na nas blogerach zmianę modelu biznesowego w przyszłości. Jeśli dajemy darmową treść na blogu to konsumujący ją czytelnicy nie są naszymi klientami, ale towarem, którym handlujemy. Precyzyjniej będzie powiedzieć, że towarem są odsłony jakie generują. To się może zmieniać choćby za sprawą serwisu Patronite, który umożliwia tworzenie treści bez reklam lub „,mecenasi” Patronite będą otrzymywać pewne materiały na wyłączność. Możliwe, że będziemy chować część materiałów za płatną subskrybcją, albo wręcz pojedyńczymi płatnościami za dany materiał.

M: Skoro poruszyłeś temat Patronite’a – uważasz, że to będzie nowy, wiodący trend, czy chwilowa moda, która zaraz przeminie?

K: Gdybym miał zgadywać to powiedziałbym, że ten projekt wybuchł po części dzięki Krzysztofowi Gonciarzowi (mówiłem o tym więcej na swoim kanale – Mateusz). Masa osób dopiero po jego pojawieniu się na tej platformie powstawiała swoje projekty. Zbiegło się to z rosnącą świadomością czytelników, że ich ulubieni twórcy muszą za coś żyć. Skoro ludzie potrafią kupować prasę, aby konsumować treści w niej zawarte to również bez większych oporów zechcą rzucić kilka złotych miesięcznie na piwo człowiekowi, który dostarcza im odpowiadającej im treści. Nie każdemu ta sztuka się uda, ale Gonciarz pokazał jak dobrze uzasadnić zbiórkę. Powiedział: 
„Dużo piszecie o lasie samobójców w Japonii. To droga impreza jest, a żaden sponsor się na to nie znajdzie. Skoro chcecie, abym tam pojechał to może wy mi to zasponsorujecie?”. Mając tak dużą społeczność nie miał z tym większych problemów. W końcu on w tym internecie tworzy już od lat. Mam nawet jego książkę Webshows o tworzeniu, jak to się brzydko mówi, filmików na Youtube, a napisana była przed naprawdę wieloma laty, więc on to doświadczenie ma. Innym się jednak zbiórka na Patronite nie udała. Zresztą co by daleko nie szukać to ja sam w zeszłym roku robiłem z kolegą zbiórkę społecznościową. Wymyśliliśmy sobie, że przygotujemy na rzecz społeczności taki ogromny projekt (w sensie budżetu). Ludzie, którzy chcą przygotować się na najgorsze gotowi są postawić sobie bunkier. Trudno go w polskich warunkach sfinansować, ale taka dobrze zrobiona ziemianka, czy taka piwniczka ziemna na żywność jak najbardziej na taki bunkier się nada. Myśmy wymyślili, że do spółki z architektem i całym zespołem konstruktorów opracujemy taki projekt ziemianki, następnie ją zbudujemy, obfotografujemy każdy etap tej budowy, nagramy z tego parę filmów i projekt tej ziemianki, razem z całą dokumentacją z tej budowy, żeby ludzie mogli sobie to zbudować w swoim ogródku, udostępnimy. Potrzebowaliśmy na to sumy rzędu 100 tysięcy złotych, bo budowa takiego podziemnego obiektu, nawet niedużego, jest dość kosztowna i myśmy zrobili zbiórkę społecznościową. Po pierwsze na to, by ten projekt stworzyć, a za to trzeba ludziom zapłacić, zbudować tę ziemiankę i tak dalej. Zebraliśmy 6 tysięcy z kawałkiem. Nie udało się z pewnie wielu względów. Po pierwsze dlatego, że chyba ludzie za bardzo nie potrzebują tego typu materiałów, a po drugie może mieli poczucie, że my ich chcemy naciągnąć na to, by zbudować sobie bunkier za ich pieniądze. Jak widzisz nie sposób zaplanować sukcesu swojej kampanii, ani zbiórki na Patronite. Prowadzimy kanał na You Tube. Wrzucając film, który w skali powiedzmy roku zarobi mi kilkaset złotych mógłbym uznać, że to się łatwo skaluje i nagrywając jeden film każdego dnia bardzo szybko osiągnę próg w którym będe mógł z tego żyć. Otóż niekoniecznie, bo na wszystko potrzeba po prostu czasu i nie każdy film, nawet nie wiadomo jak dobry, chwyci. Tutaj mógłby wkroczyć Patronite. Skraca czas i ilość pracy jaką musielibyśmy włożyć w tworzenie treści, by przyniosła nam satysakcjonujący zwrot. Dostaję dotację i błogosławieństwo na to, bym nie musiał oglądać się na algorytmy You Tube, SEO i całe do dbanie o robienie czegoś pod wyszukiwarkę. To samo tyczy się każdej innej aktywności. To ma szansę zadziałać w co najmniej kilkunastu przypadkach w polskim internecie. Nie mówię tu nawet o znanych You Tuberach, którzy mają tak ogromne pieniądze ze współpracy z markami, że oni nie muszą robić tych zbiórek żeby nagrać tych kilka filmów więcej. Chodzi bardziej o takich twórców jak ja – takich, którzy mają kilkadziesiąt tysięcy subskrybcji czy fanów, ale tematyka nie pozwala im się z tego utrzymać, albo ciągłe robienie czegoś „pro bono” sprawia, że zaczynają powoli się wygasać.

M: Czyli wspieranie ulubionego twórcy, który robi coś za darmo, a my chcemy, aby dalej dostarczał. Wracając do zarabiania bezpośrednio na blogach ...

K: Był taki czas, że zarabiałem regularnie po kilka tysięcy złotych z blogów.

M: Pamiętam publikowane przez ciebie raporty.

K: A faktycznie był taki okres, że je wypuszczałem.

M: Czy cieszyły się popularności?

K: Tak, ale poniekąd dlatego, że były publikowane co miesiąc, a reszta treści pojawiała sie dosyć rzadko. Raporty miały pokazać, że z blogowania można było wyżyć.

M: Czemu nie zająłeś się tym zawodowo?

K: Pracowałem jeszcze na etacie i współpracowałem jeszcze z jedną firmą, a w tych miejscach zarabiałem za dużo, by móc ot tak z nich zrezygnować. Uważam, że dobrze zrobiłem NIE rzucając tych prac. Lepiej mieć dwa zrodla dochodu niż jedno (M: zwłaszcza w czasach, gdy Adblock święci triumfy, a większość dochodów Krzysztof miał z Adsense). Bywa przecież różnie.

M: Tak gadamy o zarabianiu na blogach. Jak można na nich zarabiać, ale tak ... nie bezpośrednio. Nie z reklam, ani współprac. Zmonetyzować te blogi, ale nie otrzymywać z nich pieniędzy.

K: To, że ja zarabiam pieniądze na etacie jest w zasadzie zasługą mojego blogowania i efektem zbudowania dzięki nim mojej marki osobistej (LINK DO WPISU O MARCE OSOBISTEJ). Nie tyle na blogu, co właśnie dzięki blogowi. Pisałem o tym kiedyś na swoim blogu, że to jeden ze sposobów. W poprzedniej mojej pracy zatrudniliśmy człowieka, który wpadł nam w oko, bo prowadził blog. Po treściach jakie na nim publikował widzieliśmy, że ta osoba zna się na tym czym miała się zajmować dla nas.

M: Miała kompetencje.

K: Tak, po takim blogu można dużo wyciągnąć. Mam wrażenie, że więcej niż po takiej godzinnej rozmowie rekrutacyjnej, czy nawet dwóch czy trzech rozmowach. Wiadomo, że podczas niej człowiek jest zestresowany i nie wszystko co wie da się z niego wyciągnąć. Ten blog nie był ani jakoś szczególnie rozbudowany, ani popularny. Było tam może z 10 artykułów na krzyż i z rok nie był aktualizowany, ale sam fakt, że pojawiają się tam branżowe pojęcia dobrze wykorzystane i pokazujące, że autor się po prostu na tym zna. Można go było na tej podstawie zaprosić na rozmowę (M: czyli sami go znalezli! Twórzcie takie portfolio!) co trudniej byłoby zrobić gdyby się tego bloga nie widziało wyłącznie na podstawie CV, listu motywacyjnego, czy rozmowie. Zawsze, gdy ludzie do mnie piszą z pytaniem „jak mam zarabiać na blogu?” mówię: jedną rzeczą jest to czy ty zarobisz na tym blogu bezpośrednio na reklamach. Drugą jest to, aby stopniowo budować swoją markę jako osoby, która wie o czym pisze. Pamiętam taki blogi gościa, który studiował kierunek po którym miał zostać dentystą. Miał ten blog, był na drugim roku studiów i tak sobie kurczę myślę ... Po pięciu latach studiów prowadzonego przez lekarza, architekta, prawnika, czyli przedstawiciela wolnego zawodu ma ze 100 artykułów na temat pozwalający ocenić jego kompetencje. Śledzenie badań z zakresu np. medycyny świadczy o tym, że ten człowiek jest bardziej na bieżąco niż jakaś tam pani Grażynka z przychodni. Studentom wolnych zawodów mówię: zrób sobie blog. Mam koleżankę po architekturze, ma świetny blog i swoich klientów pozyskuje właśnie stamtąd.

M: Pewnie nijak na samym blogu nie zarabia.

K: Wiesz co ... Nie pamiętam żadnych reklam. Architekt to jest świetny przykład. Raz, że na te studia jest się trudno dostać, bo trzeba egzaminy zdać, fajne rysunki pokazać ... Załóż ten blog, wrzucaj te swoje projekty. Po skończeniu studiów będziesz miał portfolio, które możesz dołożyć do CV. Możesz tam publikować projekty robione na potrzeby studiów (M: więc wykorzystasz je dwa razy i się „nie zmarnują”), pokażesz i omówisz swoją pracę dyplomową ...

M: Można nawet pisać dla laików, aby skomplikowane sprawy przedstawiać prostym językiem.

K: Pewnie, że tak. Ważne, żeby po tych pięciu latach coś mieć. Porównaj studenta, który nie prowadził nigdzie swojego portfolio, a czas spędzał na piciu wódki czy piwa z jego kolegą ze studiów który ma identyczne oceny, ale po pięciu latach ma bogate świadectwo swojej pracy.

M: Ale wódkę to ty szanuj.

K: Wódkę to ja bardzo szanuję, ale nie uważam jej za najlepszy środek do osiągania sukcesów zawodowych. Natomiast blog już natomiast taki cel może spełnić. Chodzi o to, aby mieć coś co nas wyróżnia na tle innych. Na pewno masz świadomość tego i twoi słuchacze na pewno także, że dziś w dobie spadającej wartości wyższego wykształcenia, gdy ktoś nawet skończy wyższą szkołę gotowania na gazie i robienia hałasu, dostanie z tej szkoły jakiś dyplom, który dla przyszłego pracodawcy ma małe znaczenie, to jeśli do tego pokażesz blog na którym przez cały okres nauki piszesz o tym co studiujesz ... Powiedzmy, że studiujesz zarządzanie. Piszesz o trendach w zarządzaniu, o tym czemu Elon Musk osiągnął sukces zarządzając swoimi firmami, o tym czemu Jobs nie był dobrym szefem. Mając to wszystko masz dużo łatwiejszy start w życie zawodowe niż tylko mając ten dyplom. Mam wrażenie, że dobrze prowadzony blog może mieć większe znaczenie niż jakikolwiek dyplom. Dyplom świadczy o tym, że umiesz wkuwać i to, że w odpowiednim momencie znałeś odpowiedzi na pytania, których się spodziewałeś. Jakie to ma przełożenie na warunki w pracy? Często znikome.

M: Ja podam przykład, który dobrze znam i stanowi pewny ewenement, bo dotyczy branży PR, którą nijak się na codzień nie interesuje. Zajrzyjcie na blog Instytut Medialny. Prowadzi go dwójka bardzo młodych ludzi z czego jeden to Jakub Biel, którego śledzę na Twitterze. Potrafi w bardzo ciekawy sposób opowiadać o reklamie i PR. Człowiek ma z dwadzieścia parę lat (nie więcej niż 25), a dzięki aktywności blogowej i okołoblogowej staje się już znany w swoim środowisku. 

K: O to właśnie chodzi ... Mnie zatrudniono właśnie dlatego, że ktoś mnie wypatrzył jak prowadzę bloga o zarabianiu na blogach. Dzięki niemu byłem na jednej z konferencji organizowanych przez Google dla wydawów Adsense, gdzie byłem jedyną osobą, która dzieli się swoimi doświadczeniami. Mówiłem, że gdzieniegdzie udawało mi się osiągać CTR 30% (liczba wyświetleń do ilości kliknięć). Miałem taką podstronę, gdzie osiągałem taki wynik przez okres dwóch lat. Dzięki temu, że miałem ten blog, trafiłem na tę konferencję i ciekawie opowiedziałem o czym się zajmuję to pracuję od pięciu lat w tej branży. Jeśli jest coś co cię interesuje i możesz godzinami o tym opowiadać znajomym to zacznij o tym pisać. Jeśli jest coś o co cię ludzie pytają np. jaki telefon mają wybrać, bo wiedzą, że się na tym znasz to może znak, że powinieneś o tym pisać? Faktem jest, że zakładając blog nie ma jakiejkolwiek gwarancji, że zarobisz na nim kiedykolwiek jakieś pieniądze, a tematy o których piszesz jest tak niszowy, że czyta cię pięć osób w skali całego kraju, ale nie robiąc nic na pewno tyleż samo otrzymasz, czyli nic.

M: Każdy jest dorosły i zakładając blog powinien dobrze przemyśleć po co mu on jest (M: koniecznie sprawdz szalenie rozbudowany wpis o planowaniu blogowania)

K: Tak, przepraszam, że ci przerwę, ale nie chciałbym, abyśmy o tym zapomnieli. Właśnie zdałem sobie sprawę, że odpowiedz na to PO CO TEN BLOG POWSTAŁ jest kluczowa! Wiadomo, że dla autora jest po to, by pośrednio lub bezpośrednio na nim zarabiać, ale po co on jest czytelnikom? Co oni znajdą na nim wartościowego lub wręcz unikalnego?

M: Ja ostatnio sobie zadaję te pytania (a nawet je upubliczniłem w tym wpisie – LINK DO WPISU OD ZERA DO BOHATERA) stawiając się w roli czytelnika własnego bloga. Co ich przyciąga, co ich POZOSTAWI przy blogu, co sprawia, że już niekiedy nie wracają. Warto sobie odwrócić percepcję i wcielić się na chwilę w skórę tej osoby, która trafia na blog po raz pierwszy.

K: Czasem mam takie osoby, które piszą do mnie „panie Krzysiu, jak zarobić na blogu?”. Pytam więc go o czym jest ten jego twór. Odpowiada „a założyłem tydzień temu blog o piłce nożnej, bo się tym interesuje i będę pisał o wynikach”. Wszystko fajnie, ale ten człowiek musi odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego ludzie mieliby wchodzić na ten blog, a nie na duże, branżowe serwisy, które mają dwudziestoosobową redakcję, która jest w stanie wysłać człowieka na drugi koniec świata na jakiś ciekawy mecz do np. Brazylii, podczas, gdy taki bloger może go sobie zobaczyć najwyżej w telewizji? Co ci czytelnicy znajdą unikalnego i użytecznego na tym blogu? Jeśli nie ma nic takiego to nikt oprócz znajomych odwiedzać go nie będzie.

M: To jest jeden z błędów monetyzacji blogów. Czy mamy ich jeszcze więcej?

K: Przede wszystkim nie robić wtórnej, miałkiej treści, którą można znalezc w innych miejscach. Jakich opracowań innych artykułów. Ok, opracowania mają sens jeśli zbierasz dane z pięciu publikacji naukowych, piszesz blog o związkach damsko – męskich i bierzesz badania dotyczące psychologii na razie dostępne w internecie tylko po angielsku. Dopracowujesz, wyciągasz wnioski, popierasz to swoimi prywatnymi doświadczeniami i masz blog o uwodzeniu. Super i mówię to absolutnie bez żartów. Jeśli jednak omawiasz wyniki meczu, które zostały omówione pięćset razy przez pięćset innych portali, które mają obiektywnie lepszą treść to o czym my rozmawiamy?
M: Nazywam to znalezieniem własnej niszy i wykreowaniem swojego błękitnego oceanu, czyli tworzenie w zupełnie pustej od konkurencji przestrzeni i z mnóstwem potencjalnych czytelników, którzy nie są jeszcze zagospodarowani. 

K: Kiedy ja zacząłem pisać o zarabianiu na blogach w 2007 roku to polskich treści na ten temat nie było. Były tylko fora i ogólne serwisy o spieniężaniu ruchu, ale stricte o pisaniu bloga pod kątem zarabiania pieniędzy nie było. Jak tak o tym mówisz to ma się to doskonale to współprowadzonego przeze mnie bloga o domowym survivalu. Zaczęliśmy go prowadzić w 2010 roku i w tamtym okresie nie było takich treści po polsku. To pozwoliło nam zająć dobrą pozycję w tej niszy i czerpiemy z tego korzyści po dziś. Będzie o to coraz trudniej, bo pal sześć, że te blogi jest coraz łatwiej założyć i można to zrobić nawet w kilka minut, czy patrząc na to jak łatwo tworzyć treści na You Tube. Swoją drogą strasznie się cieszę, że ludzie boją się tej kamery, bo tworzenie treści video jak tak banalne jak jeszcze nigdy nie było. W tych telefonach są takie kamerki jakie można było kupić jeszcze kilka lat temu za kilka tysięcy złotych. Jeden z moich filmów dotyczy wycieczki do Czarnobyla. Kupiłem sobie kamerę, pojechałem, nagrałem i jedyne wspomnienia z tej wycieczki są takie, że trzymałem kamerę. Swoją drogą video to bardzo przyszłościow medium. Pisałem nawet kiedyś o tym, że trzeba tam być. Warto zaznaczyć, że video nie będzie kanibalizować blogów, bo video rządzi się swoimi prawami i tworzy się na niego trochę inny format, a przede wszystkim rządzi treść rozrywkowa, której na blogach jest może troszkę mniej, bo te z kolei zachęcają np. do głębszych przemyśleń. Jest taki trend na You Tube, że coraz więcej jest na nim treści tematycznej. Ja na przykład z pasją oglądam fantastyczny amerykański kanał gości, którzy tworzą materiały o modelach zdalnie sterowanych. Goście mają sklep internetowy, udostępniają bezpłatnie szablony i każdy odcinek oglądam.

M: I w pewnym momencie stwierdzisz „ja muszę to mieć”. Wpadłeś w klasyczny lejek sprzedażowy. Oferują ci bezpłatną wartość z nadzieją, że się zainteresujesz na tyle, by po jakimś czasie sobie to nabyć. Zrobisz to bo im ufasz. Widzisz, że się tym pasjonują, a ich filmy są potwierdzeniem faktu, że się na tym znają.

K: Tak, tak. To model zarabiania na blogu lub kanale, który działa niezależnie od tematyki. Nieważne czy prowadzi sklep internetowy i kanał na YT, czy prowadzi blog. Grunt, że zajmuje się tym od pięciu lat i mogę prześledzić całą tą ścieżkę czytając / oglądając starsze materiały. Wiedząc to mam do tego człowieka większe zaufanie niż do jakiegoś podpisanego inicjałami, anonimowego autora na portalu branżowym, gdzie nie wiem czy tekst jest sponsorowany bez oznaczenia, czy zupełnym przypadkiem pojawia się tam nazwa jakiegoś produktu. My blogerzy musimy wykorzystywać fakt, że łatwiej nam jest zdobyć zaufanie. Nie marnujmy tej szansy i nie rozmieniajmy tego na drobne pisząc „ten produkt jest świetny, kup go” tylko po to, by zarobić na prowizji.

M: Myślę, że najważniejsze myśli udało nam się w naszej rozmowie zawrzeć Krzysztofie.

K: Myślę, że tak. Jeśli macie do mnie jakiekolwiek pytania zadawajcie je w komentarzach pod wpisem. Na każde na pewno odpowiem. Znajdziecie mnie m.in. na blogu http://zarabianie-na-blogu.pl/

-

wtorek, 13 września 2016

ROZWÓJ OSOBISTY - KSIĄŻKI, KTÓRE WARTO PRZECZYTAĆ

Bardzo dużo czytam i regularnie pokazuję to zarówno na swoim prywatnym profilu jak i fanpage'u bloga. Wynika to z faktu, że zachłysnąłem się możliwością bazowania na cudzych doświadczeniach do których samodzielnie dochodziłbym (jeśli w ogóle by mi się to udało ...) latami. Nie przesadzę, jeśli powiem, że aktywnie kształtują mnie one jako człowieka. Nie będę tutaj jednak wymieniał w jakich sferach się zmieniłem, ale powiem tylko - nim przejdę dalej - abyś nie szukał wymówek, że cię na takie książki nie stać. Znajdziesz je w bibliotekach, ja korzystam także z zasobów olsztyńskiego biura coworkingowego, a wreszcie poniższe pozycje otrzymałem do recenzji od wydawnictwa MT Biznes. Więcej książek znajdziecie w mojej biblioteczce.



Wybierz siebie, James Altucher - do samego końca lektury miałem nadzieję, że będę w stanie ubrać w słowa to, co autor próbuje przekazać. Tytuł książki sugeruje jakoby próbował pomóc zarobić mi miliony i spełniać swoje marzenia. Bardziej jednak miałem wrażenie, jakbym dostał się do głowy autora i słuchał potoku jego myśli. W jednej chwili mówi coś o prowadzeniu firmy, aby chwilę później stwierdzić, że należy często spacerować. Jedne wskazówki doceniałem, podczas gdy inne traktowałem z przymrużeniem oka. Autor usilnie stara się podrzucać nam cenne porady mające uczynić nas szczęśliwymi i ta właśnie treść dominuje w książce. Spójrzcie zresztą na zdjęcie autora i koniecznie zapoznajcie się z jego blogiem, aby wiedzieć, czy podobny styl będzie wam odpowiadał przez kolejne 270 stron:

BLOGA JAMESA ALTUCHERA 

Do mnie książka nie trafiła i traktowałem jej lekturę jako przedziwną podróż po głowie autora, ale absolutnie nie jest to zła pozycja. Ona po prostu nie jest dla wszystkich.

Potęga NIE, James Altucher, Claudia Azula Altucher - tutaj dla odmiany motyw przewodni jest dużo bardziej wyraźny. Autorzy wskazują komu i w jakich okolicznościach warto odmawiać. W świecie, w którym każdego dnia jesteśmy narażeni na tysiące bodźców, powinniśmy potrafić powiedzieć wyraźne "nie". Są tutaj cenne rady jak uprzejmie czegoś odmówić. A po co? Wystarczy przeanalizować choćby sytuacje, które spotykają nas każdego dnia w internecie, gdy na samym tylko własnym fanpage'u każdy chce, abyś dał lajka, przeczytał artykuł, udostępnił znajomym, skrzynkę mailową zapychają oferty zachęcające do współpracy, dzwonią do nas z banków i firm telekomunikacyjnych ... Oprócz czegoś tak oczywistego jak szanowania własnego czasu, autorzy uczą jeszcze mówienia "nie" dla toksycznego środowiska, czy też szumu informacyjnego. Dają także wskazówki, jak odróżniać sytuacje wymagające absolutnej odmowy od tych, kiedy można się zgodzić. Cenna lektura i dająca do myślenia. Mojego życia nie wywróciła do góry nogami, ale wynika to z faktu, że potęgi słowa "nie" byłem świadomy już wcześniej. Dla tych, którzy ciągle nie są, jest to lektura obowiązkowa.

Jednominutowy menadżer, dr Ken Blanchard, dr Spencer Johnson - książka, która pisana jest w sposób za którym nie przepadam, a mianowicie w formie opowieści. Sądzę, że myśli w niej zawarte można byłoby bez większych problemów zmieścić w formie dłuższego artykułu w serwisie np. Enterprenuer, ale z przyczyn ekonomicznych zdecydowano się na książkę. Bez najmniejszego problemu można lekturę skończyć w godzinę, ale absolutnie nie chcę traktować tego jako wady. Wskazówki tam zawarte są warte bowiem swojej ceny (sugerowana detaliczna wynosi 25 zł bez grosza) i traktowanie jej w kategoriach ilość stron do ceny byłoby krzywdzące. O czym zatem traktuje? O mądrym zarządzaniu ludźmi - w dużym skrócie. Zachęca, by wracać do raz ustanowionych celów (rzeczywiście momentami zapominamy, dlaczego coś robimy), uczy oddzielać popełniane przez człowieka błędy od niego samego jako wartościowej osoby i przypomina, że rola menadżera to nie tylko pilnowanie, by błędów nie popełniać, ale również chwalenie za nawet drobne sukcesy. Warto przeczytać.



-

czwartek, 8 września 2016

ROZMOWA Z 17-LETNIM PRZEDSIĘBIORCĄ

Paweł Blicharski nie ma jeszcze 18 lat, a już teraz prowadzi portal rowerowy i skutecznie go monetyzuje. W poniższej rozmowie pokażę model biznesowy serwisu i tego jak krok po kroku zaczynał na nim zarabiać bez owijania w bawełnę (to informacja od razu dla innych zainteresowanych rozmową ze mną - nie znoszę wymijających odpowiedzi i takiego materiału nigdy nie opublikuję). Po drugie ma to funkcję inspirującą - młody człowiek, który potrafi zainteresować sobą firmy i stworzyć zespół. Po trzecie to zarazem informacja dla wszystkich przedsiębiorców, którzy chcieliby podobnego wywiadu (napisz na biuroprojektowinnowacyjnych@gmail.com). Swoją drogą Paweł świetnie stosuje zasady, które omówiłem wspólnie z Grzegorzem Miecznikowskim w nagraniu dotyczącym zaprzyjaźniania się z mediami.





Mateusz: Opowiedz o serwisie i osobie w kilku słowach czytelnikom proszę.


Paweł Blicharski: Pasjonat kolarstwa górskiego, marketingu oraz założyciel wysportowani-portal-kolarski.pl. Najszybciej rozwijającego się portalu rowerowego w Polsce. 


M: Dlaczego mówisz, że najszybciej się rozwijającego? Jakimi kryteriami się kierujesz mówiąc to i na jakie podstawie?


Kryteriów, które potwierdzają, że rozwijamy się najszybciej jest wiele. Na samym początku kierowałem się mediami społecznościowymi. Po części ilość polubień jest wyznacznikiem popularności danego portalu. Podczas obserwacji konkurencyjnych serwisów można było szybko zauważyć, że te najbardziej popularne strony mają mniejszą ilość polubień od nas, choć w social media działają minimum dwa lata dłużej.
Wraz z chęcią coraz większego reklamowania portalu zwracałem dużą uwagę na SEO. Przykładowo, w wynikach wyszukiwania wpisując ''portal kolarstwo górskie szosowe'' jesteśmy w czołówce pod względem wyszukiwania. Każdy wie, że czytelnicy stron rowerowych to również zawodnicy, którzy często ścigają się w tych samych wyścigach. Portal istnieje zaledwie od kwietnia 2016 roku, a rozmowy na temat portalu można usłyszeć dość często, a sami redaktorzy w gronie kolarzy są rozpoznawalni.


M: A możesz pochwalić się ilością czytelników wraz ze zrzutem ekranu? Biorę pod uwagę fakt, że się rozwijacie oczywiście. Sam dla przykładu nie mogę wyjść poza pewien określony poziom unikalnych czytelników.


Jak na pierwsze miesiące działalności, czyta nas bardzo wiele osób. Nie można się spodziewać sto-tysięcznych odsłon ponieważ jesteśmy portalem kolarskim. A grono tych osób nie jest tak duże jak np. w piłce nożnej. Jednak dziesięć tysięcy odsłon miesięcznie jest satysfakcjonujące patrząc na miesiące wyświetleń. Warto dodać, że społeczność kolarska ożywa w internecie na zimę, gdzie jestem pełni przekonany, że ''odskoczymy'' dla innych portali rowerowych jeszcze bardziej :)




M:  Jak go aktualnie monetyzujecie?


W chwili obecnej stawiamy na zarabianie poprzez tworzenie kampanii reklamowych dla firm rowerowych. (działania marketingowe w social media, artykuły na temat danej firmy itp.) Jednak priorytetem każdej ambitnej osoby jest dążenie dalej, dlatego nie ograniczamy się tylko do współpracy z markami rowerowymi i od nowego roku ruszamy ze sprzedażą odzieży i akcesoriów rowerowych dedykowanych głównie dla czytelników portalu.


M: Firmy tak po prostu same do was przychodzą?


Były takie przypadki, że firmy same się do nas zgłaszały, jednak było to rzadkością. W tych latach, w przypadku portali rowerowych o firmę, które zechce współpracować trzeba zawalczyć. Na medialnym rynku rowerowym jest wiele portali i blogerów. To firmy wybierają z kim chcą współpracować. Trzeba zaoferować ciekawą formę współpracy, korzystne ceny i satysfakcjonujące grono odbiorców danej strony. :) Nam na szczęście się udało zaciekawić kilka firm, lecz droga do ideału jest jeszcze daleka :)


M: Jak się zaciekawia takie firmy?


P: Najważniejsze jest to, aby się wyróżnić. Wiele portali rowerowych ogranicza się do jednej dziedziny. Inni piszą wyłącznie o kolarstwie szosowym, a inni o kolarstwie górskim. My piszemy o każdej dyscyplinie gdzie występuje rower. Kolarstwo szosowe, górskie, downhill, triathlon. Kolejnym przykładem jest fakt, iż pasjonaci rowerowi dzielą się na tych profesjonalistów, i amatorów którzy raz na jakiś czas wyjadą na jakąś wyprawę. Nasz portal nie dyskryminuje nikogo, i właśnie takie działania zainteresowały firmy.


M: Ok, ale piszecie do nich, dzwonicie, czy też sami się zgłaszają?


Na samym początku rozsyłam maile z ofertą współpracy, jeśli otrzymam pozytywne rozpatrzenie wiadomości telefonicznie dogadujemy szczegóły. 


M: Czy możesz opisać jak wygląda przykladowa wiadomość, reakcje, jak się przekonuje itd.?


Każdy kontakt z firmą jest inny. Jedne marki rowerowe ukazują profesjonalność, luksus, gdzie trzeba podejść do sytuacji w pełni poważnie, ale są też takie, które zostały założone dla czystej zajawki, z takimi firmami można ''na luzie'' dogadywać się w sprawie współpracy. Lecz wiadomości do tych dwóch różnych firm łączy wiele czynników:

- Maile nie mogą być za długie, aby nie zniechęcały.
- Wszystko musi być z dokładnością opisane: formy współpracy, ceny, statystyki.
- Oczywiście warto wspomnieć dlaczego zdecydować się właśnie na nasz portal. Znaleźć swój mocny punkt i się nim reklamować.


M: I zawsze się zgadzają?


Jakby tak było, byłoby za pięknie :) Na dziesięć firm, te dwie zawsze są zainteresowane. Wszystko również zależy od miesiąca w którym miałaby przebiegać reklama. Najwięcej chętnych marek jest na okres wiosenny. Najmniej na zimę, lecz miesięcznie z tymi czterema markami zawsze współpracujemy.


M: I jaką formą reklamy są zainteresowani? Banery, artykuły sponsorowane, czy coś jeszcze?


W pierwszym miesiącu największym zainteresowaniem cieszy się pakiet, czyli: recenzja produktu (oczywiście rzetelne opinie), baner na portalu, artykuł sponsorowany, wzmianki w social media na temat firmy. Po przebiegu najczęściej dwu-miesięcznego pakietu, decydują się na dalszą współpracę, ale już wtedy tylko na baner i test danego produktu.


M: Masz zaporowe ceny, czy wyznajesz zasadę, że wolisz częściej, ale za mniej lub rzadziej, ale za wyższe stawki? Czym się kierujesz przy projektowaniu polityki cenowej?


Cen nie mamy niskich, ponieważ moim zdaniem zaniżanie cen nie jest dobrym rozwiązaniem. Poprzez zaniżanie, media rowerowe stracą na wartości. Politykę cenową nastawiam na standardowe ceny (podobne do cen konkurencji) i częstą reklamę.


M: Czyli o stawkach jakiego rzędu mówimy? Pytam, by czytelnicy wiedzieli mieli jakiś obraz w głowie tworząc dla przykładu własny serwis, albo porównując ze swoimi stawkami.


Ciężko tutaj powiedzieć jakąkolwiek stawkę. Do każdego klienta podchodzi się indywidualnie. Ale pakiety miesięczne nie przekraczają 600 zł


M: Prowadzisz działalność gospodarczą, czy podpisujecie umowę zlecenie?


Podpisuję umowę o dzieło. Działalność gospodarczą zamierzam założyć za rok, ponieważ na razie jestem osobą niepełnoletnią.


M: A co robisz z zarobionymi pieniędzmi? Reinwestujesz część zarobionych środków w reklamę, czy ruch pozyskujesz go organicznie, a z tych środków starasz się żyć?


W początkowej fazie rozwoju portalu na pierwszym miejscu stawiam na reklamę. W tym momencie ponad 50% zarobków inwestuję w marketing. Główny nacisk stawiam na social media, artykuły promocyjne (banery, ulotki itp) oraz sponsoring wyścigów kolarskich. Ruch z wyszukiwarek jest co miesiąc 20 procentowy, ale wyznaje zasadę, że jeśli coś doprowadzi się do perfekcji można przechodzić do kolejnego punktu, tym kolejnym punktem będzie zwiększenie ruchu z wyszukiwarek.


M: Bannery i ulotki konwertują?


Moim zdaniem tak.Zacznijmy od ulotek: zawodnicy wolą przyjechać na miejsce wyścigu o wiele wcześniej.Do startu pozostało jeszcze dużo czas, a pod wycieraczką samochodową znajdują ulotkę nawiązującą do kolarstwa. Bez wahania wchodzą na stronę, aby przyjrzeć się jej po prostu z nudów. Wiele osób na pewno pozostanie z nami na dłużej. Na takim samym przykładzie działają banery. Kolarz średnio w sektorze startowym czeka 5-10 minut. Przez ten czas tak jak z ulotkami ogląda banery jakie wokół niego się znajdują. Jeśli została dobrze użyta wizualizacja jest duże prawdopodobieństwo, że zapamięta właśnie nasz baner, a po powrocie do domu, wejdzie na portal.


M: Przeprowadzacie ankiety wśród czytelników skąd do was trafili?


Oficjalnej ankiety jeszcze nie przeprowadzaliśmy. Ale główne informację czerpię od moich redaktorów, którzy pytają się swoich rowerowych znajomych w jaki sposób dowiedzieli się o portalu.


M: Skąd w ogóle pomysł na portal? Ponadto na czym stoi i jak wyglądały jego początki (np. promocja, testowanie formatów, docieranie do pierwszy czytelników itd)?


Pomysł na portal pojawił się dość spontanicznie. Przeglądając w tamtym momencie inne strony o tematyce rowerowej zauważyłem znaczną komercjalizację. Same artykuły sponsorowane, mało jakichkolwiek przydatnych artykułów. Postanowiłem to zmienić i postawić na pasję. Zatrudniłem informatyka, stworzył szablon według moich oczekiwań, a portal postawił na silniku wordpressa. 10 kwietnia 2016 roku oficjalnie strona już ruszyła. Początki zawsze są trudne, pierwsze artykuły były rozsyłane po wszelkich grupach rowerowych i znajomych. Od maja stworzyłem już własną redakcję w której skład wchodzi: Rafał Gładysz, Sławomir Niciński, Bartłomiej Stępień i Kamil Świercz.
Od tamtego czasu wszystko nabrało tempa, redaktorzy tworzyli coraz lepsze teksty, reklamowali je wśród swoich znajomych oraz zacząłem wdrażać działania marketingowe, które dawały, jak i dają spory efekt.


M: Nie chce mi się wierzyć, że nie było żadnych kłopotów, przejść, ani komplikacji, więc muszę dopytać:

1] Ile kosztowało postawienie portalu?
2] Redaktorzy tak sami z siebie uznali, że są gotowi poświęcić swój czas od ręki?


Przez ten cały czas nie spotkałem się z żadnymi komplikacjami :) Stworzenie całego portalu kosztowało mnie 1000 zł. Na facebook-owej stronie dodałem informację o rekrutacji do portalu. Zgłosiło się wiele osób, wybrałem najlepsze. Od samego początku redaktorzy byli gotowi poświęcić swój czas, ponieważ mój portal również wiele gwarantuje.


M: Czy chcesz podzielić się czymś jeszcze z czytelnikami co może stanowić dla nich wartość? Na przykład czy pewne rzeczy zrobiłbyś z perspektywy czasu inaczej.


Na pewno podczas planowania wszelkich działań na portalu, teraz dopracowywałbym wszystko wolniej, ale dokładniej. Ja popełniałem taki błąd, że wszystko chciałem mieć na teraz.


M: Dzięki za wywiad i wytrwałość Pawle!


wtorek, 30 sierpnia 2016

WYKORZYSTUJ MEDIA DO SWOJEJ PROMOCJI!

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiam z Grzegorzem Miecznikowskim, który na codzień pracuje jako growth manager w Prowly, gdzie dba o pozyskiwanie nowych użytkowników. Zaprosiłem go ponownie do podcastu (wcześniejszy poświęcony był sprzedaży bez sprzedaży), aby opowiedział jak skutecznie promować swoje przedsięwzięcia.




PODJĘTE TEMATY:

- Różnica między PR a marketingiem.
- Jak wykorzystywać PR we własnej firmie?
- Jak wykorzystać PR jako bloger?
- Jak dobrze robić PR, czyli nie nie być nachalnym, ale mile widzianym?
- Czy media chętnie zgadzają się na publikację?
- Webinary w służbie PR.
- Techniki robienia PR inne niż wysyłanie informacji prasowej.


>>> ŚCIĄGNIJ ODCINEK <<<










OSOBY / INSTYTUCJE / STRONY WYMIENIONE W NAGRANIU:

Michał Sadowski z Brand 24Mistrzowie drugiego planuProwlyWebinary prowly



WARTOŚĆ DODANA:









-

czwartek, 25 sierpnia 2016

RECENZJA KSIĄŻKI "ZOSTAŃ FREELANCEREM"

Twórczość Agnieszki śledzę regularnie od kilku lat. Nie dlatego, że jestem zawziętym freelancerem, ale dlatego, że wszystkie publikowane przez nią treści są sumą jej doświadczeń. Cenię sobie wypowiedzi praktyków, którzy na pracy zdalnej zjedli sobie zęby. Fakt, że można dziś pracować z dowolnego miejsca na ziemi jest fascynujący i zarazem znakiem naszych czasów, które udowadniają, że biuro to trochę taki przeżytek. Agnieszka udowadnia to od kilku lat dzieląc się spostrzeżeniami na swoim blogu. Ktoś uparty zapewne odnalazłby wszystkie treści z książki rozsiane na blogu (a nawet więcej) i stwierdzić, że książka jest mu zbędna. Jest to jakieś rozwiązanie, ale za wydaniem papierowym przemawiają trzy fakty:

A] Wygoda czytania
B] Struktura prowadząca czytelnika krok po kroku
C] Forma wsparcia dla autora za wszystkie darmowe treści na blogu

Poszczególnej jej rozdziały stopniowo wprowadzają cię w meandry pracy nie stroniąc również od poinformowania cię o złych stronach (a jest ich całkiem sporo). Bez wątpienia książka była potrzebna, bo żyjemy (i nic tego nie zmieni, a wręcz będzie się to pogłębiać) dobie powszechnego internetu, niepewnej pracy etatowej, licznej rzeszy bezrobotnych i tendencji do delegowania prac przez sieć. Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że jest to biblia dla freelancerów, choć mówiąc zupełnie obiektywnie książka wyczerpuje podstawy tematu. Jako zawodowy sprzedawca czuję jednak niedosyt z powodu dość lakonicznego potraktowania kwestii poszukiwania klienta. Niby jest dużo wskazówek, ale opierają się głównie wrzucaniu ogłoszeń i byciu w każdym z większych portali dla osób, które się tym zawodem parają. Wiem, że czas pozwoli zbudować z mniejszych kontaktów coraz większe, ale jest to dla mnie mało satysfakcjonujące. Wiem, że Agnieszka jest dość skrytą osobą względem kontaktu z nowymi osobami (wspomina o tym w treści), więc opisuje swoje metody, które u niej zaprocentowały, ale i tak pozostawia ogromny niedosyt w sumie w jednej z ważniejszych materii. Nie zgadzam się też z autorką w kilku kwestiach takich jak np. tego, aby unikać brania zaliczek, bo powoduje u nas rozleniwienie. Kulturę płatności mamy w Polsce fatalną, a niestety powoduje to właśnie takie podejście. Osobiście przy współpracach na blogu w każdym wypadku biorę wynagrodzenie z góry, a na rozleniwienie sobie nie pozwalam, bo byłoby to nie fair względem klienta, że po zaksięgowaniu spada moje zaangażowanie.

PODSUMOWUJĄC: Książka ma naprawdę szansę zmienić czyjeś życie. Nie dlatego, że treści w niej zawarte są rewolucyjne, ale dlatego, że wyczerpuje temat i opisuje go w bardzo przystępny sposób prowadząc niemalże za rękę. Ponadto zawsze byłem przeciwnikiem stwierdzenia, że "pracy nie ma". Bycie długotrwale bezrobotnym to moim zdaniem stan umysłu i brak kreatywności. Po książkę powinna więc sięgnąć każda osoba, która szuka sposobu na dodatkowe pieniądze lub zastąpienie (nie oszukujmy się) niepewnej pracy etatowej i być jedną z tych pozycji, które pracownicy urzędów pracy wręczają petentom. Agnieszce gratuluję drugiej z kolei już książki i liczę, że drugie wydanie będzie rozszerzone o dodatkowe informacje odnośnie poszukiwania klientów, bo osiem stron jednej z ważniejszych czynności to moim zdaniem za mało.




PS. Jeśli zapiszesz się do newslettera lub już w nim jesteś to wylosuję do 10 sierpnia 2016 jedną osobę i skontaktuję się z nią w celu wysłania do niej egzemplarza recenzenckiego "Zostań freelancerem".



niedziela, 21 sierpnia 2016

SZORT - TEN ZAMYŚLONY

Szort to cykl wpisów linkujący do treści, które uważam za interesujące i pozostające w temacie pieniędzy. Nowy materiał pojawia się dopiero z chwilą zebrania odpowiedniej ilości interesujących materiałów. Mam do ciebie prośbę - jeśli uważasz, że zebrana tutaj treść jest wartościowa, podziel się nią proszę. W ten sposób promujesz dobre rzeczy! Dzięki!








Otworzyły firmę, wzięły na nią kredyt nie mając planu B na wypadek porażki, którą odniosły w biznesie. Skutki? W tym artykule ku przestrodze - KLIK

Ps. Nie zaczynajcie przygody z przedsiębiorczością z kredytem. Oto co mówiłem na ten temat na Twitterze (mój profil), gdzie piszę nawet kilka razy dziennie:


https://twitter.com/JZPBlog


Jak napisać, wydać i dystrybuować własną książkę? Prezentacja Marcina Osmana - KLIK

Polski biznesman stracił majątek w Rosji, został z milionami długów, a finalnie został ... coachem - KLIK

Jak skutecznie sprzedawać? Szkolenie Marcina Osmana - KLIK

Jak może wyglądać praca w sprzedaży dla osoby, która dopiero w to wchodzi? - KLIK

75 książek biznesowych, które czytają najlepsi - KLIK

Chcesz wolności? Stosuj "praco-wakacje" - KLIK

Zbiór najlepszych filmów na YT o sprzedaży: KLIK

Jak kreować pomysły biznesowe? Podcast - KLIK

Nowy numer magazynu internetowego dla firm "Firmer" (02.2016) - KLIK

Jak zdobyć finansowanie naszej firmy? (podcast) - KLIK

Jak jako freelancer skutecznie szukać zleceń? - KLIK

O tym jak pewien znany mi bloger stracił pracę, który opowiada o tym co będzie teraz robił - KLIK

Jak rekrutować inaczej, czyli case study Pani Swojego Czasu - KLIK



Zajrzyj ... :)



BLOGOWANIE / YT:

Jak zarabiać na reklamach na You Tube? - KLIK

Kiedy blog staje się wartościowy dla agencji? Opowiadają o tym jej pracownicy - KLIK

Jak odnieść sukces w sieci? Case study - KLIK

Stwórz w kilku prostych krokach e-booka i sprzedawaj go - KLIK

Powstała nowa grupa na FB poświęcona wyłącznie zarabianiu na afiliacji - KLIK

Ogromny wpis poświęcony konkretnym technikom promocji w internecie - KLIK

O tym, że warto dbać o etykę, by pozniej tak jak w przypadku np. Pewdiepie nie wypływały niewygodne dla nas informacje - KLIK

Bloger jako organizator konferencji słowami Pawła Tkaczyka - KLIK


http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2015/08/zarabianie-przez-internet-program.html



ZARABIANIE:

Wydaj swoją książkę za ... kilkanaście złotych. Startup, który zmienia zasady gry na rynku wydawniczym - KLIK

Dlaczego blogerzy nie zarabiają? (podcast) - KLIK

Jak zarabiać na Instagramie? (podcast) - KLIK

Ile zarabia najpopularniejszy growy bloger PewDiePie? - KLIK

Ile w ubiegłym roku zarobił Mateusz Grzesiak? - KLIK 


Dlaczego z powodu social media sprzedawcy mogą stracić pracę? - KLIK