piątek, 27 maja 2016

JAK EFEKTYWNIE ZARZĄDZAĆ CZASEM?

Dlaczego na blogu poświęconym temu jak zarabiać pieniądze znalazł się podcast w którym rozmawiam o tym jak efektywnie zarządzać swoim czasem? Bo czas to pieniądz! Im skuteczniej realizujesz zadania tym więcej wolnego dla siebie. Im więcej wolnego dla siebie tym bardziej wypoczęty/a jesteś. Każdy wie zaś, że do pracy najlepiej zabrać się właśnie wtedy, gdy jesteśmy zrelaksowani. Ponadto wyznaję filozofię tego, by pracować mniej, a zarabiać więcej. Wspólnie z Aleksandrą Budzyńską z Pani Swojego Czasu mam nadzieję nauczyć was tego jak:

- Wdrożyć przydatne nawyki od zaraz

- Jak zarządzać czasem?

- Jak znaleźć na wszystko czas?

- Jak spędzać produktywnie czas wolny?

- Spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie czy przedsiębiorca faktycznie musi być stale w pracy, czy to po prosto brak zorganizowania?

- Czym jest zasada pareto i dlaczego musisz ją wdrożyć?

- Wymieniamy poglądy na temat pracy etatowej i zdalnej

- Czy 5 tygodniowy tydzień pracy ma sens?

- Ola twardo rozprawia się z mitem skuteczności multitaskingu

- Ponadto polecamy od siebie narzędzia do efektywnego zarządzania czasem.



> ŚCIĄGNIJ ODCINEK <








NARZĘDZIA (więcej tutaj):

Evernote - mój wirtualny notatnik. Zapisując notkę na jednym urządzeniu, mam dostęp do niej na innym. Zapisuję tutaj plany na dany dzień, zbieram pomysły, trzymam przydatne informacje

Nozbe - program dedykowany zarządzaniu swoimi obowiązkami

Phrase Express - pisz szybciej. Po prostu :)

Focus Booster - program do sprawdzania na co przeznaczasz swój czas na komputerze

Cold Turkee - blokuj wybrane przez siebie strony, aby skupić się na pracy

Get Pocket - zapisuj interesujące cię artykuły na później

Feedly - informuje cię o nowych wpisach na twoich ulubionych stronach (oszczędzaj czas NIE wchodząc na wszystkie odrębnie, ale mając je w jednym miejscu)


--

KONIECZNIE ZAPOZNAJ SIĘ Z TYM WPISEM:



BLOGI, KTÓRE PROWADZI OLA:

Pani Swojego Czasu, Mama Cukiereczka, Okiem trenera



WARTOŚĆ DODANA:


-

Do nagrywania podcastu używam zwykłego windowsowego Audio Recorder. Do konwersji plików na MP3 programu Any Audio Converter. Do obróbki [np. wycinania] używam AV Audio Editor. Jeśli chodzi o łączenie plików wykorzystuję MP3 Joiner. Podcast odtwarzany jest za sprawą platformy Mixcloud - możecie mnie z jego poziomu śledzić klikając na follow ;)



...


wtorek, 24 maja 2016

MICHAŁ SZAFRAŃSKI / JAK OSZCZĘDZAĆ PIENIĄDZE - CASE STUDY SUKCESU

Kiedy wejdziesz do mojej zakładki "Zacznij tutaj" zobaczysz, że wymieniłem tam Michała jako kogoś w rodzaju mentora. Te słowa znajdują się tam od pierwszych chwil życia bloga i są w pełni zasłużone. Pojawił się w zasadzie znikąd - jak sam twierdzi nigdy wcześniej nie blogował, blogosfera nie zajmowała szczególnego miejsca w jego sercu i w zasadzie tej sztuki uczył się obserwując zachodnich blogerów. Cieszyły go drobne sukcesy pokroju kilkuset unikalnych użytkowników w miesiącu, każdy pojedynczy komentarz i pojedyncza osoba zapisana do newslettera. Dziś notuje zarobki idące (prawdopodobnie) w miliony, jego miesięczny ruch wypełniłby kilka stadionów narodowych, jego nazwisko znane jest nawet osobom nie czytającym bloga, a marki osobistej jaką sobie wypracował nie sposób wycenić w złotówkach. Już na zawsze zapisał się w historii polskiej blogosfery jako człowiek, który w polskiej odcisnął na niej swoje piętno i pokazał, że można pójść inną, trudniejszą drogą i również odnieść spektakularny sukces. Droga, która do niego poprowadziła jest na tyle ciekawa, że warto wyciągnąć z niej stosowne wnioski i znaleźć przyczyny, które złożyły się na to, że stał się ikoną. 






POCZĄTEK DŁUGIEJ PODRÓŻY:

Wszystko zaczęło się od tego jakże skromnego wpisu. Zapewne nikt, poza samym Michałem, nie podejrzewał, że przyszłość tak wynagrodzi jego trud.




Już od początku dał się poznać jako osoba, która będzie bardzo szczegółowa, a mniejsze i większe liczby stale będą przewijać się przez ten, jakby nie było, blog ekonomiczny. To co rzuca się w oczy to szalenie szybki wzrost, który trwał zresztą przez pierwsze lata. Już po dwóch miesiącach (które zresztą sam podsumował)  mógł cieszyć się bardzo satysfakcjonującym ruchem:




Unikalnych użytkowników zrozumiem, ale fakt, że czas średniej wizyty to prawie 6 minut? To już naprawdę godny podziwu wynik. Zakładam, że w jakimś stopniu jest to zasługa połączenia długich tekstów i bardzo merytorycznych wpisów pełnych liczb, które przeciętny użytkownik będzie wnikliwie analizował (jedna ważna sprawa; często będę brzmiał jakby Michałowi udało się coś przypadkiem i chce mu to wytknąć - to tylko tak będzie brzmieć). Nie sposób po prostu "skanować" jego tekstów, czyli przelecieć je po łebkach, bo nic z nich nie wyciągniemy. Dla przykładu mój średni czas wizyty to w chwili, gdy piszę ten tekst (20 maja 2016) to minuta i 36 sekund. 

WNIOSEK: długie i "zmuszające" użytkownika do skupienia powodują, że czas pobytu wzrasta, a przy tym bardziej przywiązuje czytelnika. Jest to na pewno jeden z cenniejszych wskaźników, bo pokazuje faktyczne zaangażowanie. Sam fakt, że coś jest dobre nie sprawi, że znajdzie się samo, więc sekret tkwi w nawiązywaniu relacji z blogerami o tej samej tematyce, którym wyraźnie przypadły do gustu treści nowicjusza, które wręcz "śmierdziały" wylanym potem i zdobywanym latami doświadczeniem:



Mimo, że te blogi miały dużo dłuższy od "Jak oszczędzać pieniądze" staż to finalnie właśnie on pośród setek blogów o tej tematyce przebił głową niebo. Jeśli planujesz sukces swojego bloga (zajrzyj do tego tekstu) to koniecznie daj się poznać innym blogerom. Sam często zupełnie naturalnie linkuję do osób, których lubię i treści uważam za co najmniej godne dzielenia się, ale ile dobrych treści przechodzi mi koło nosa tylko i wyłącznie z powodu tego, że ich autor jest dla mnie anonimowy? Linkowanie jest to zresztą zupełnie naturalne, by w ten sposób nagradzać autora za dobrą robotę i właśnie to spotkało Michała w pierwszych dwóch miesiącach. Wprowadził nową jakość merytoryczną wpisów (długie, szczegółowa analiza) co skutkowało tym, że inni blogerzy go udostępniali, a czytelnicy deklarowali chęć pozostania u niego na dłużej:




Tak długich i wyczerpujących artykułów (nie mylcie z tekstami, bo Jason Hunt pisywał kiedyś długie wpisy, ale NIE artykuły) w polskiej blogosferze NIE BYŁO. Bez wątpienia był to jeden z jego znaków rozpoznawczych, którymi pokazywał, że jest inny. Sam tej sztuki próbuję tworząc tak duże i wyczerpujące wpisy jak dla przykładu ten o sensownym własnej działalności gospodarczej, czy zarabianiu na blogu. Zresztą kiedy opublikowałem informację, że na blogu pojawi się tekst posiadający 5500 znaków wywołało to niemałe poruszenie u kilku osób (zaniepokojenie okazywano także na skrzynce pocztowej):




Owym tekstem był wpis poświęcony planowaniu blogowania. Nie przypadkiem zdecydowałem się zachować cały tekst bez dzielenia go na części z wielu powodów: wyróżnia się na tle krótkich form do jakich przyzwyczaiły nas blogi (a więc pozostawia pewien ślad w podświadomości), budzi rozmaite emocje (czyli coś co znowu sprawia, że zostajemy zapamiętani jakie by one nie były), "zmusza" do wielokrotnego powrotu (a więc dla np. mojego partnera wiąże się to z częstszym widokiem jego banerów co również wpada do podświadomości i umacnia markę), zwiększa współczynnik czasu spędzanego na blogu przez czytelnika. W tym szaleństwie jest więc metoda.

Prawdziwym hitem i KOLEJNYM ogromnym wyróżnikiem zarazem okazały się być raporty Michała dotyczące jego zarobków i wydatków rozliczanych co do złotówki, które szybko pozostała część blogosfery zajmująca się finansami podłapała (odnosząc się do źródła inspiracji generując kolejne linki prowadzące do "JOP"). Wiem jak wielu czytelnikom ich zabrakło, gdy na prośbę żony Michał ogłosił, że je zawiesza ze względu na rosnące zarobki z bloga i "kwoty mogące kłuć niektórych w oczy". Do momentu ogłoszenia tej decyzji spełniły swoją rolę, więc zasadniczo mogły już zniknąć. Michał udowodnił, że potrafi być transparentny.

-

Niedługo po raportach pojawił się jego kanał na YouTube. Zwróćcie uwagę, że jest tu pewien nieprzypadkowy wzorzec, który łączy wszystkie te na pierwszy rzut oka przypadkowe działania: wychodzenie ze swojej strefy komfortu. Coś z czym sam walczę od długiego czasu próbując zmusić się do robienia coraz to nowych rzeczy, których muszę się uczyć, albo wypracowywać nawyki, które na pierwszy rzut oka były poza moim zasięgiem (np. codzienne pobudki o 5:30). Michał wkładał w to MNÓSTWO energii i zmuszał się, metaforycznie oczywiście, do wypływania na coraz głębszą wodę, bo jak sam przyznaje praca z kamerą wciąż nie jest jego konikiem. Nagrywanie się jeszcze zrozumiem, bo niechęć można jakoś pokonać, ale publikacja swoich finansów w internecie? To mogło zakrawać na szaleństwo, ale okazało się być jednym z fundamentów na których Michał budował swoją wiarygodność. Ludzie widzieli, że wszystko o czym pisze ma faktyczne pokrycie w jego budżecie domowym. Można więc powiedzieć, że rosnący ruch był tylko formalnością.

WNIOSEK: opuszczaj swoją strefę komfortu i dostarczaj czegoś czego jeszcze nie było!

-
FAZA II
-

Zaledwie dwadzieścia pięć artykułów później opublikował kolejne podsumowanie swoich blogowych dokonań. Począwszy od lipca 2012 do października 2012 udało doprowadzić mu się do sytuacji w której jednego dnia (rekordowego w ówczesnym czasie) na jego blogu pojawiło się 469 osób. Oddaję głos Michałowi:


Nie ukrywam, że przeglądając to wszystko można wpaść w poważne kompleksy, bo również dla siebie i czytelników prowadziłem podsumowania ważnych dla mnie okresów czasu jeśli chodzi o blog. Wzrost nijak ma się do tego co odnotowuje Michał:

- Podsumowanie pierwszych sześciu miesięcy: KLIK
- Podsumowanie pierwszego roku: KLIK

Diabeł może tkwić w drobnych szczegółach i moja hipoteza zakłada, że ta niezwykle szybko rosnąca społeczność jest wynikiem następujących czynników:

- Publiczność Michała na etapie pierwszego roku składała się z głównej mierze z osób dojrzalszych (30+), które ściśle selekcjonują czytane treści i robią to wnikliwie. Taki czytelnik miał co robić u Michała, więc pozostawał fanem budując fundament często dzieląc się przy tym informacją o blogu ze znajomymi. Poniekąd pokrętnym potwierdzeniem tej tezy jest poniższy komentarz. Sądząc po treści wydawali się pisać je właśnie ludzie wdzięczni za użyteczne treści, a w którzy używali słów takich jak "moje dzieci", "moje mieszkanie" itd.


- Ogromne zainteresowanie wzbudzały publikowane raporty. Na pewno sporo blogów finansowych robiąc to samo wskazało skąd czerpali inspirację.

Listopad 2012 roku to również istotny dla  Michała okres, bo jego ruch stale rośnie co zresztą szczegółowo opisuje, a także pojawiają się pierwsze pieniądze z bloga (konkretnie z linku afiliacyjnego Michała na hosting strony na zawrotną sumę 167 złotych). Zresztą niech znów opowie wam o tym sam:



Przypominam, że z "Jak oszczędzać pieniądze" ruszył w lipcu 2012, a już po kilku miesiącach od tego momentu mógł cieszyć się statystykami wyższymi niż ja aktualnie w chwili gdy piszę te słowa (21.05.2016). Czuję się przy tym taki malutki :)




Michał podaje dwa możliwe powody dla których ruch mógł tak wystrzelić co nie zmienia nijak faktu, że osiągnął to w zaledwie 5 miesięcy:


WNIOSEK: Jakościowe artykuły w myśl zasady "content is king" w połączeniu z networkingiem. To wspaniale, że piszesz świetne teksty, ale to nawet mniej niż połowa sukcesu. Wyznaję zasadę, że blog jest żaglówką, ale to marketing pełni rolę wiatru i pcha nas naprzód. Pozwól się poznać innym osobom / portalom, a może nawet delikatnie zasugeruj, że może twoje materiały mogą być świetnym uzupełnieniem ich dotychczasowych lub przyszłych tekstów. Staram się celowo wyhamowywać z ilością nowych materiałów na "Jak zarabiać pieniądze?", aby docierać z tym co już mam do nowych czytelników.

-

Dalszy ruch (opisywany m.in. w podsumowaniu całego 2012) rośnie z efektem kuli śnieżnej na zasadach opisanych powyżej i sporo zawdzięcza wyszukiwarkom (w 2016 chwalił się, że generują około 50% jego ruchu). Zresztą nie przypadkiem Michał tytułuje swoje wpisy tak, by wyszukiwanie organiczne było jak najefektywniejsze:



Co bardziej uważni zapewne zwrócili uwagę, że przyjąłem podobną strategię, a w tym celu korzystam z dwóch narzędzi. Pierwsze z nich to Google Trends, czyli najgorętsze w ostatnim czasie hasła wstukiwane na klawiaturach internautów. Keyword Planner pozwoli ci z kolei sprawdzać częstotliwość wyszukiwania interesujących cię słów lub ich kombinacji. Pamiętaj jednak, że choć wygenerują ci ruch, ale sztuka zatrzymania użytkownika należy już do ciebie. Więcej narzędzi możesz znaleźć w mojej zakładce "Narzędzia".


-
DO GRY WCHODZĄ MEDIA
-

Media są twoim największym sprzymierzeńcem, które powinieneś od początku uwzględniać na etapie planowania swojego blogowania. Pierwszym wystąpieniem w klasycznych mediach była audycja na temat oszczędzania w Radiu Koszalin. Pierwsze i jedno z naprawdę wielu.





WNIOSEK: Michał trafił idealnie z formatem bloga. Dotyka codzienności, a każdy ma do głowy wbite oszczędzanie pieniędzy (w teorii) i jest to forma kultury. Trochę boli mnie fakt, że ludzie tylko oszczędzają często z bardzo niskiej pensji podczas, gdy mogliby dbać zarówno o odkładanie, ale również aktywnie działać w kierunku zarabiania większych pieniędzy. To wiąże się jednak z inwestowaniem w siebie co jest wygodniejsze od zaciskania pasa, bo wystarczy po prostu dbać, by wystarczyło "do pierwszego". Niemal idealnie podsumowuje to jeden z komentarzy w artykule Onetu o wygranej Michała w konkursie na "Blog roku 2013":



Wracając do mediów - sam przy okazji realizacji własnych projektów miałem okazję wielokrotnie udzielać wywiadów w lokalnej telewizji, gazecie i radiu. Raz nawet udało mi się wykorzystać całkowicie świadomie "Gazetę Olsztyńską" do promocji mojego pierwszego w życiu biznesu, czyli sklepu z grami planszowymi. Zadzwoniłem do redakcji, aby opowiedzieć o hobby jakim są gry planszowe. Moja rozmowa wraz z moim zdjęciem w sklepie pojawiła się w tym największym regionalnym codzienniku. Co prawda nazwa, ani adres sklepu się nie pojawił, ale w myśl zasady "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" byłem jedynym takim sklepie w regionie. Wychodź aktywnie do mediów - czasem gorączkowo szukają tematów, a podsunięcie im dobrego pomysłu zagwarantuje ci wystąpienie. Kilka pomysłów jak to zrobić podsuwam w mojej rozmowie z Grzegorzem w poniższym nagraniu:

http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2015/12/jak-wykorzystac-public-relations.html

W 2013 pojawiły się sensowne początki zarabiania na blogu Michała. Współpraca z Payback (artykuły na temat tego programu lojalnościowego), szkolenia edukacyjne dla BIK, wyświetlanie reklam Adsense, linki afiliacyjne w dziale książkowym. Blog w pierwszym okresie swojego życia przypomina nieco startup szukający swojego modelu biznesowego.



WAŻNIEJSZE WYDARZENIA NA BLOGU WRAZ Z MOIMI WNIOSKAMI:

- Pojawiły się pierwsze mniejsze lub większe pieniądze, więc stało się coś co dla wielu wydawało się zakrawać na szaleństwo: PORZUCIŁ DOBRZE PŁATNY ETAT DLA BLOGA. Pozwoliły mu na to zgromadzone oszczędności, jego doświadczenie zawodowe, które czyniło go cennym aktywem na rynku pracy, utwierdził się w przekonaniu, że znajdą się reklamodawcy, a ruch w każdym miesiącu rósł w szalonym tempie. Decyzja nie mogła być inna jeśli chciał kiedykolwiek wydostać się ze złotej klatki jaką była praca na etacie na stanowisku dyrektora.

- Michał publikuje swoje rekordowe dotychczas zarobki z bloga w 2013. Wczytajcie się w słowa podkreślone na czerwono i porównajcie z teraźniejszością.



Wpis roznosi się po sieci z prędkością światła. Połączenie tematu blogowania z ogromnymi (dla wielu) zarobkami powodują zainteresowanie. Znajduj takie tematy na blogu, które mają potencjał stać się viralem.


- Zwycięstwo w najbardziej prestiżowym polskim konkursie blogowym, czyli "Blog roku 2013" (więcej tutaj). Doskonale widać jak nagroda wpływa na statystyki.



- Michał odkrył afiliację lokat ... czyli o tym jak zarobił 69 tysięcy w 8 dni. Ależ o tym było GŁOŚNO! Tutaj media znów pracowały na rzecz "Jak oszczędzać pieniądze".


PODSUMOWUJĄC - DLACZEGO "JAK OSZCZĘDZAĆ PIENIĄDZE" ODNIÓSŁ SUKCES?
:

- Michał wie jak sprawić, by media pracowały na jego korzyść. Przypominam o moim nagraniu na ten temat. Zresztą zauważam taką tendencję, że blogerzy coraz częściej zapraszani są do mediów jako eksperci, bo łatwiej do nich dotrzeć niż anonimowych ekspertów. Chcesz zrobić temat o zarządzaniu czasem? Ola Budzyńska znana też jako Pani Swojego Czasu jest łatwym wyborem, bo w świecie napiętych terminów ma to ogromne znaczenie. Poniżej lista wywiadów / wystąpień w mediach (nie wszystkich!) Michała.



- Wystąpienia na żywo. Oczywiście, że od pewnego momentu z powodu wypracowanej przez siebie pozycji zaproszenia niekiedy przychodziły same, ale JOP Live Tour, czy FinBlog 2015 zorganizował samodzielnie lub był jednym ze współorganizatorów. Kto zabroni ci napisać do organizatorów takich wydarzeń z pytaniem, czy możesz przeprowadzić prezentację? Może się okazać, że właśnie takiej osoby jak ty szukali! Zresztą na zachodzie branża zawodowych mówców jest już całkiem okazałym rynkiem.


- Nie robi zapchaj dziur i bywało, że na blogu nawet przez dwa tygodnie nie pojawiały się nowe treści. Kiedy jednak już "dostarczał" szukaliśmy szczęk na podłodze, a do tekstu wracaliśmy kilkukrotnie. Wiem, jest to trudne, gdy każdy wkoło mówi, że blog bez co najmniej dwóch wpisów w tygodniu to martwy blog. Od ciebie jednak tylko zależy czy pozwolisz wpakować się w sztywne ramy, czy będziesz działać tak jak podpowiada ci serce.

- Michał to trochę taki Steve Jobs. Mało kto wie, że tablety istniały na długo przed IPadem (zrobił je Microsoft), ale dopiero twórca "jabłuszka" przekonał konsumentów, że ich potrzebują. Podobnej sztuki dokonało "Jak oszczędzać pieniądze" jeśli chodzi o wiele kwestii finansowych. Niby każdy wiedział, że można / trzeba oszczędzać, ale dopiero Michał pokazał to w przystępny sposób. Słowem potrafił wykreować potrzebę myślenia o tym i (przede wszystkim) aktywnego działania.

- Format bloga był perfekcyjny (bo do pewnego momentu mieścił wszystko o czym chciał pisać) i jest całkiem prawdopodobne, że w innej bardziej niszowej dziedzinie jego autor nie odniósłby, aż TAK spektakularnego sukcesu. Finanse dotyczą każdego, więc posiada 40 milionów potencjalnych czytelników. Większość jego materiałów słusznie dotyczyła na początku istnienia popularnych tematów, które dotyczą niemal każde gospodarstwo domowe i były łatwe do zastosowania

- Nie pozwala, aby wkradła się rutyna i stale zaskakuje. Pojawienie się formatu video, periscope, podcasty, FinBlog, JOP Tour, kurs o walce z długami, niesamowicie rozbudowana zakładka o zarabianiu na blogu, własna książka ... Oto potęga opuszczania własnej strefy komfortu!

- Czasem wydawałoby się jak on na to wszystko znajduje czas. Michał jest mistrzem zarządzania czasem, a przy tym posiada własny zespół osób, który mu w tym wszystkim pomaga. Jeśli nie możesz / nie chcesz zatrudnić innych do delegowania to zaczynaj projekty blogowe z inną osobą. Wspominałem o tym m.in. w nagraniu z Hattu o przyszłości blogowania. Naucz się skutecznie zarządzać czasem.


PODSUMOWANIE:

Krótko, bo nie chciałbym, aby wyglądało to jak laurka: "Jak oszczędzać pieniądze" jest doskonałym materiałem na wskazanie co może stanowić o sukcesie bloga, a wszystkie działania wypisane jako "wnioski" na przestrzeni całego powyższego wpisu są godne naśladowania. Tobie Michał dziękuję, że stanowisz wzór do naśladowania. Udanego dnia, notatnik w dłoń drodzy czytelnicy i wyciągajmy wspólnie wnioski! :)


WARTOŚĆ DODANA:

http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2016/05/jak-planowac-blogowanie-case-study.html
http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2016/03/zarabianie-na-afiliacji-jako-bloger.html

niedziela, 22 maja 2016

JAK NAPISAĆ CV / CURRICULUM VITAE / WZÓR CV / LIST MOTYWACYJNY / CV PO ANGIELSKU

W tym wpisie dowiesz się m.in.:

- Jak stworzyć CV?
- Jakich błędów unikać przy CV?
- Jak stworzyć CV po angielsku?
- Kreatory CV
- Co nie powinno się znaleźć w CV?
- Na co uważać w CV?

-

Żyjemy w XXI wieku. Mamy dostęp do internetu, a w nim niezliczoną ilość poradników, wzorów i narzędzi. Mimo tego wciąż trafiały do mnie aplikacje z błędami zahaczającymi o zwykłą ignorancję. Oczywiście, że wygląd i forma raczej nie zaważy na zatrudnieniu, bo zawsze doświadczenie dominuje ponad kwestiami wizualnymi, ale brak staranności komunikuje rekruterowi, że składającemu CV zwyczajnie nie zależy. W tym wpisie chcę to zmienić i pomijam zupełnie oczywiste podstawy, więc bez zbędnego przedłużania podpowiadam jak wyeliminować te mniej oczywiste błędy!



PODSTAWY:

- Absolutnie unikaj wpisywania CAŁEGO doświadczenia zawodowego. W ten sposób unikniesz sytuacji w której tracisz czas rekrutera, aby zapoznawał się z czymś, co nie ma nic wspólnego ze stanowiskiem na jakie się ubiegasz. Starając się o pracę w banku NIE potrzebujesz w swoim CV zamieszczać swojej przygody w restauracji jako kelner. Na pewno warto jednak odnotować zajęcia dodatkowe, które nie są powiązane bezpośrednio z pracą, ale mogą świadczyć o tym, że jesteś zaradną i aktywną osobą. Mogą to być, dla przykładu, dodatkowe zajęcia w które się angażujesz. W moim przypadku było to współuczestnictwo w Forum Młodych Lewiatan i innych organizacjach.

- Może się zdarzyć, że sytuacja zmusiła cię do aplikowania na gorsze stanowisko niż dotychczasowe (np. nagła utrata pracy, albo próba odnalezienia się w nowym mieście). Jeśli zależy ci na otrzymaniu tej pracy, a wiesz, że nie zatrzymasz się tu na zawsze, usuń wyższe stanowisko. Rekruter będzie podejrzewał, że prawdopodobnie nie zagrzejesz w tym miejscu na długo i po początkowym okrzepnięciu będziesz szukać okazji do zmiany tego stanu. Wiedz jednak, że choć o tym nie wspominam, nie znaczy, że takie zachowania pochwalam.

- Wpisuj dokładne daty nawiązania stosunku pracy i jego rozwiązania. Nie tylko lata pracy, ale również miesiące w jakich miały miejsce. Jest duża różnica między styczniem 2015, a grudniem 2015. W zasadzie cały rok. Jest o to tyle ważne, że jeśli w wymaganiach rekruter stawia na określoną ilość lat doświadczenia zawodowego, to może mieć wątpliwości co do twojej kandydatury.

- Zawsze wysyłaj w PDF (skorzystaj z tego programu, aby dokonać zamiany w ten format). Windowsowy DOC otwiera się w różny sposób w zależności od komputera, wersji Microsoft Office i często może powodować błędy. Nie ryzykuj.

- Pracodawcy na pewno przyczepią się krótkiego okresu stażu w danej pracy i zapytają czemu tak się stało. Po pierwsze - nie kłam. Jeśli twoje kłamstwo zostanie poddane weryfikacji i wyjdzie na jaw, to praktycznie z marszu masz zapewnione, że twoja kandydatura wpadnie do niszczarki. Po drugie, przy każdej dacie zatrudnienia podaj powód zwolnienia / zmiany pracy. Jest to dla osoby rekrutującej bardzo ważna informacja i to pytanie pojawiało się w każdej rozmowie kwalifikacyjnej, w jakiej brałem udział.

- Opisz co DOKŁADNIE robiłeś/aś / osiągnęłeś/aś, bo suchy opis stanowiska nikomu nic nie powie. Jako sprzedawca możesz napisać, że zdobyłeś x kluczowych klientów, wdrożyłeś pomysł, każdego miesiąca realizowałeś 100% planów sprzedażowych ... Sprzedaj się! Zadbaj o swoją markę osobistą.

- Czy kreatywne CV zapewni ci pracę? To zależy, ale zapewne w większości wypadków nie. Jest to raczej mile widziane w kreatywnych branżach, taka jak grafika, gdzie ocenie zostanie poddane to, co wyślesz. Możesz mieć genialny pomysł, ale "nudne" CV jest mniej ryzykowne. Jeśli jednak zdecydujesz się zaszaleć to nieco niżej znajdziesz sporo narzędzi, które ci to ułatwią.

- Najbardziej czytelne czcionki to: Verdana, Arial, Tahoma, Calibri. O ile nie masz ku temu dobrego powodu (np. tworzysz bardzo oryginalne CV) staraj się nie wychodzić poza ten szablon.

- Chwal się osiągnięciami, ale pamiętaj, że muszą być dobrze sprecyzowane np. "realizacja większych niż zakładano planów sprzedażowych każdego miesiąca", "pozyskanie kluczowych partnerów dla firmy".

- Większość CV wygląda piekielnie podobnie - jest koloru białego i potraktowana jednym z gotowych szablonów z internetu. Na pierwszy rzut oka elementem, który sprawia, że się od siebie różnią, jest zdjęcie (lub jego brak). Sprawia to, że dla twoja aplikacja nie wyróżnia się. A co jeśli pozwolić sobie na odrobinę sprytu i dla przykładu wysłać ... czarne CV? Daję ci osobistą gwarancję, że zwróciłoby moją uwagę. Rozważ to.

- Zatytułuj swoje CV jako imię i nazwisko CV + stanowisko na które się ubiegasz. Jeśli tego nie zrobisz w folderze osoby rekrutującej zobaczysz coś takiego jak w obrazku po lewej. Zle to wygląda, prawda?

- CV musi pasować do tego co masz w Linked In / Goldenline.

- CV nie musi, a wręcz nie powinno być długie. Staraj się zamieszczać tylko rzeczy absolutnie niezbędne. Raz, że szanujesz czas rekrutera, dwa, że uwypuklasz te elementy, na których mu najbardziej zależy. Ze zgrozą przypominam swoje CV na pięć i więcej stron.

- Koniecznie wpisz swoje imię i nazwisko do Google. Jeśli znajdziesz na swój temat niekorzystną i nieprawdziwą opinię masz prawo do zażądania od wyszukiwarki usunięcia twoich danych osobowych. Rekruterzy, z tego co mi wiadomo, potrafią korzystać z wyszukiwarek i, co więcej, sprawdzą twój profil również w mediach społecznościowych. Rzuć okiem na mój profil na Facebooku - nie znajdziesz na nim żadnych mogących mnie skompromitować zdjęć, ani wypowiedzi. Możesz więc zadbać o swój wizerunek, albo ograniczyć osobom trzecim dostęp.


-

POTRZEBUJESZ KONSULTACJI Z ZAKRESU ROZWOJU OSOBISTEGO / KARIERY? SPRAWDŹ

-



CO POWINNO ZNIKNĄĆ:

- Obywatelstwo - nikomu nie jest potrzebne.

- Nazwisko panieńskie - patrz wyżej.

- Miejsce urodzenia - jaką wartość daje ta wiedza pracodawcy?

- Stan cywilny - nie powinno mieć to dla pracodawcy znaczenia.

- Informacja o gimnazjum, szkole średniej. Wpisuj, jeśli uczysz się tam aktualnie. Usuń, gdy jesteś na studiach.

- Nieprofesjonalny email: marcinxxx@twojastara.pl nie przejdzie. To naprawdę źle wygląda. Nie umniejsza to umiejętności, ale świadczy o braku poważnego podejścia do sprawy.

- Usuwaj kursy językowe, jeśli finalnie nie znasz tego języka.

- Zbędne kursy i szkolenia, które nie mają żadnego przełożenia na to, czym się będziesz teraz zajmować.




JAKIE MASZ UMIEJĘTNOŚCI I ZAINTERESOWANIA?:

Do budowy marki osobistej i uwypuklania posiadanej wiedzy przydatny jest blog. Może skutecznie wspierać twoją karierę i wyróżnia cię na tle pozostałych kandydatów pod warunkiem, że jest powiązany z twoją aplikacją (np. aplikujesz na stanowisko sprzedażowe, a prowadzisz bloga na ten temat). Daruj sobie wpisywanie MSWord i Excel, bo są to absolutne podstawy. To tak, jakby język polski podać jako znajomość języka. Jeśli nie możesz pochwalić się innymi umiejętnościami, to wykazujesz się dla rekrutera dużą ignorancją. W dobie internetu i powszechnego dostępu do wiedzy (sprawdź wpis Hattu o najlepszych platformach edukacyjnych) oraz łatwości odbycia praktyk (więcej o tym w tym wpisie) nie powinno mieć to miejsca i świadczy raczej o twoim lenistwie. W CV, z którymi miałem styczność, wciąż przewijała się kreatywność, umiejętność pracy w stresie, umiejętność pracy w zespole (tak jakbyś miał być trzymany w izolatce) i odporność na stres (czyli jeżeli ktoś tego nie wymieni to znaczy, że przy pierwszej lepszej okazji się rozklei?). Języki obce przedyskutowałem zarówno z Agnieszką w tym nagraniu a poniższy cytat pochodzi z tego wpisu: Quo Vadis młody człowieku


"Dwa słowa od Marty z bloga Lodówka Otwarta pozwólcie, że wypowiem się na ten temat z perspektywy nauczyciela angielskiego (a także osoby, która uczy się języków obcych jako hobby). Wielu osobom wydaje się, że nie ma sensu inwestować już w język angielski, bo "przecież go znam", albo powtarzają zasłyszane słowa, że "nikt już przecież nawet nie pyta o angielski, bo to jak język ojczysty". Realia są takie, że tak naprawdę tylko część osób, stwierdzających "znam angielski" i wpisujących go sobie w cv jako zaawansowany, potrafi rzeczywiście użyć go na tym poziomie. Pamiętajcie również, że jeśli dana praca wymaga znajomości angielskiego, to będzie to skrupulatnie sprawdzone, więc nie warto kłamać. Dobra znajomość języka to nie "byle się dogadać", a umiejętność łatwego wysławiania się i przekazywania własnych myśli tak, aby rozmówcę nie bolały uszy. A czym poprawniej mówimy, czym więcej znamy specjalistycznego słownictwa, tym bardziej profesjonalni jesteśmy. Z tego właśnie względu radzę stawiać na konwersacje, niż żmudne wkuwanie gramatyki czy słówek (dlatego też certyfikaty nie zawsze są miarodajne, bo aby je zdać, uczymy się głównie zadań, a nie żywego języka!). Optymalnym rozwiązaniem jest więc szlifowanie angielskiego do perfekcji (bo znaczna większość ludzi go w jakimś stopniu zna, lepszym lub gorszym) i jednoczesna nauka innego, mniej popularnego języka. Ciekawym pomysłem jest coś spoza klasycznego zestawu niemiecki-francuski-włoski-hiszpański, czyli na przykład któryś język skandynawski, bałkański lub (dla bardziej zaawansowanych) azjatycki."


Tak wygląda większość CV, które widziałem w swoim życiu. Kogo uważacie za ciekawszego: osobę, która zwiedziła dziesiątki krajów, uczy się hobbystycznie pięciu języków naraz i grywa w bardzo niszowym zespole, a całą pasję przelewa w CV opisując to kilku zdaniach, czy właśnie "sport, film, zdrowie". Poniżej autentyczny wycinek z mojego własnego CURRICULUM VITAE z czasów, gdy jeszcze było mi potrzebne:





JAK WYGLĄDA PRZEGLĄDANIE CV PO DRUGIEJ STRONIE?

Początkowo byłem podekscytowany, gdy napływały do mnie po raz pierwszy. Miejsce ekscytacji zajmowało powoli przyzwyczajenie, a wreszcie znużenie. Wciąż lubię przeglądać losy tych osób, sprawdzać jak wyglądał ich przebieg kariery, ale kolejne CV wyglądały już w zasadzie identycznie i zaczyna mi przeszkadzać stan, w jakim je otrzymuję. Często, zwłaszcza u studentów, widoczny jest krótki staż. Często też otrzymuję CV od osób, które na dane stanowisko zupełnie się nie nadają. Nie róbcie czegoś takiego. Jeśli pracodawca stawia pewne wymogi, to tracicie czas swój jak i jego, sprawiając wrażenie zdesperowanych. Najwięcej jednak na ten temat powie wam sama Agnieszka z którą nagrałem podcast:




JAK NAPISAĆ CV PO ANGIELSKU (napisane przez Martę Nejfelt z bloga Lodówka Otwarta)

Nie da się ukryć, że angielski jest już językiem międzynarodowym i można porozumieć się w nim nawet w egzotycznych krajach. Nie dziwnym wydaje się więc fakt, że wiele zagranicznych firm wymaga przesłania im CV po angielsku. I tu dla wielu szukających pracy zaczynają się schody... Jak stworzyć CV po angielsku? Przede wszystkim, upewnijcie się, że wasza znajomość angielskiego jest na odpowiednim poziomie, aby napisać - lub, co częstsze, przetłumaczyć z polskiego - taki dokument. Nie ma nic gorszego niż bogate, ciekawe CV z mnóstwem byków. Dla anglojęzycznego rekrutera są one równie rażące, co dla Polaka "miejsce órodzenia". Stworzenie CV po angielsku może wydać się łatwe, no bo przecież co to za trudność napisać kilka słów o sobie, swoim wykształceniu i doświadczeniu zawodowym? Nic bardziej mylnego. W swojej karierze tłumacza wielokrotnie dostawałam do poprawki (a może w większości przypadków należałoby powiedzieć "do przetłumaczenia od nowa") CV z bardzo podstawowymi błędami, zarówno językowymi jak i leksykalnymi, w których ewidentnie było widać, że autorzy nie bardzo wiedzą jak posługiwać się słownikiem. Oto lista kategorii w CV i ich poprawne angielskie odpowiedniki:

Dane osobowe - Personal information
Imię i nazwisko - Name and surname
Data urodzenia - Date of birth
Miejsce urodzenia - Place of birth
Adres - Address
Telefon - Telephone number
Stan cywilny - Civil status
Wykształcenie - Education
Doświadczenie zawodowe - Professional experience
Kursy i szkolenia - Courses and workshops
Języki - Languages
Umiejętności - Special skills
Zainteresowania - Interests

A co dalej?:

1) Pamiętajcie, że stan cywilny single nie znaczy w wypadku CV "nie mam partnera, jestem singlem". Po angielsku to także po prostu panna/kawaler :) Wpisujemy zatem single (niezamężna/nieżonaty), married (w związku małżeńskim), divorced (rozwiedziony/a) lub widowed (wdowiec/wdowa).

2) Podczas podawania numeru telefonu koniecznie podajcie kierunkowy do Polski (+48).

3) Coś, co sprawia kłopot wielu osobom: stopień licencjata to Bachelor's degree, stopień magistra to Master's degree. Odpowiednio stopień inżyniera to Bachelor of Science's degree i magistra inżyniera Master of Science's degree.

4) Nazwę uczelni wyższej, czy jakiejkolwiek szkoły podajemy w języku angielskim, jeśli taka istnieje (łatwo to sprawdzić na anglojęzycznej wersji strony uczelni)

5) Identycznie postępujemy z nazwami firm, w których do tej pory pracowaliśmy. Jeśli wpiszemy "Komenda Powiatowa Policji" to niewiele to powie anglojęzycznemu rekruterowi i wygląda to mało profesjonalnie. County Police Headquarters jest już jak najbardziej zrozumiałe. Jeszcze raz odsyłam do anglojęzycznych wersji strony.

6) Poziom biegłości językowej najlepiej jest określić, używając skali Rady Europy: czyli od A1 (absolutnie podstawowy) do C2 (biegły). To dużo bardziej czytelne niż enigmatyczne intermediate.

7) Formułka o wyrażaniu zgody na przetwarzanie danych osobowych po angielsku brzmi tak: I hereby agree for processing the following personal information strictly for recruitment purposes in accordance with the regulation regarding the protection data passed on the following date: 29.08.97r. Dz. U. nr 133 poz. 883.

8) Sprawdzamy każde słowo kontekstowo w słowniku, bo inaczej wyjdą wam kwiatki - może zabawne dla rekrutera, ale nie przejdą dalej. Przykład z życia: jeden z moich klientów miał epizod z tworzeniem dzienników elektronicznych dla szkoły, ale skoro po wpisaniu w słownik "dziennik" wyskoczyło journal, uznał że będzie ok. Nie było, bo journal to dziennik, pamiętnik, a taki szkolny to register. (jeśli ktoś w tym momencie stwierdzi "ale ten angielski jest głupi", jak niektórzy moi uczniowie, to polecam zapytać znajomych obcokrajowców uczących się polskiego, co o nim sądzą ;)

9) Dobrą metodą na szukanie trudnych zwrotów, szczególnie tych zawodowych jest wklepanie w Google tejże frazy i dodanie słowa "proz" na końcu, np "spalarnia odpadów gospodarczych proz". Proz.com to strona zrzeszająca freelancerów zajmujących się tłumaczeniem - oferuje pracę, pozwala na wrzucanie ofert oraz jest miejscem, gdzie można prosić o pomoc w kłopocie tłumaczeniowym. Wpisanie powyższej frazy przekierowuje nas właśnie na takie forum, gdzie dyskutowano o tym, jak przetłumaczyć dany zwrot. Przerobiono tam już zadziwiająco wiele problematycznych słów i wyrażeń.

10) A jeśli czujecie, że przetłumaczenie CV was przerasta, nie wahajcie się skorzystać z pomocy znającego się na swojej robocie tłumacza. Mówiąc "znającego się" mam na myśli raczej absolwenta anglistyki, bo znajomy mówiący dobrze po angielsku nie ma często odpowiedniej wiedzy - zarówno o słownictwie, jak i specyfice wykonywania tłumaczeń. Odradzam również studentów pierwszych lat, którzy robią to za 15 złotych, bo oczywiście brak im wiedzy, ale czasem kończy się nawet wrzuceniem w Google Translate, a tyle to możemy zrobić sami. Usługa doświadczonego tłumacza oczywiście kosztuje nieco więcej (ok. 30-40zł, w zależności od długości i trudności), ale w zamian otrzymacie porządnie przetłumaczony dokument z gruntownie sprawdzonym słownictwem specjalistycznym. A jeśli zastanawiacie się, gdzie takiego tłumacza znaleźć, oto mój mail: m.nejfelt(małpa)gmail.com :)



KREATORY CV + MIEJSCA WARTE POZNANIA:

Profeo.pl - pozwala stworzyć bardziej spersonalizowane CV i własnym miejscem w sieci.

Grupa FB 101 genialnych CV, które musisz zobaczyć

Golden Line - polski odpowiednik Linked In, czyli zawodowego portalu społecznościowego. Dzisiaj nie wypada po prostu nie mieć tutaj aktualizowanego na bieżąco konta.

Linked In - prekursor portali społecznościowych dla zawodowców.

Sharehire - polecaj znajomych do pracy i zarabiaj, jeśli owe stanowisko otrzymają. Bardzo pomysłowe i praktyczne, bo mimo dużego bezrobocia istnieje gigantyczne zapotrzebowanie na specjalistów, których na rynku pracy jest niekiedy mniej niż potrzeba. Fajny sposób na dodatkowy zarobek z wykorzystaniem swoich mediów społecznościowych.

Rezumey / Vizualize.me- twoje CV w formie ikonografiki. Nic dodać, nic ująć.

Kickresume / Creedle / Cvmkr -  narzędzia do tworzenia imponujących aplikacji.



INTERESUJĄCE PRZYKŁADY SKŁADANIA SWOJEGO CV: KLIK


JAK PISAĆ LIST MOTYWACYJNY?

Po pierwsze - jeśli jesteś poproszony o napisanie takowego nie ignoruj tego, albo zignorowana zostanie twoja aplikacja. Po drugie - nie zaczynaj od oklepanego zwrotu "w odpowiedzi na ogłoszenie ...". Teraz mniej oczywiste wskazówki. Nie powtarzaj w liście tego co już się znalazło w CV (po co dublować informacje?). Rekruter nie chce słuchać o tym dlaczego chcesz tutaj pracować, ale o tym dlaczego warto cię zatrudnić! Masz ZMOTYWOWAĆ pracodawcę, a nie opisywać swoją motywację. Masz się sprzedać i sprawić, aby osoba z którą będziesz rozmawiać nie mogła doczekać się spotkania z tobą i obawiała się utraty takiego kandydata. Dobrym tropem jest podanie kilku najważniejszych z twych osiągnięć zawodowych. Jeśli naprawdę ci zależy, a wiesz z kim będziesz rozmawiać (np. w ogłoszeniu z jakiegoś powodu występuje imię i nazwisko) to znajdź jej profil na Goldenline lub Linked In i wyślij jej spersonalizowany list. Jeśli chcesz wywrzeć jeszcze większe wrażenie to zaproponuj rozwiązanie dla tej firmy. Na przykład aplikując na stanowisko kierownika sprzedaży, poinformuj jak zbudowałbyś strukturę, aby była twoim zdaniem była jeszcze bardziej wydajna.



WARTOŚĆ DODANA:


http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2016/04/jak-zadbac-o-rozwoj-kariery-zawodowej.html
http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2015/05/rekrutacja-od-strony-hr-jak-to-wyglada.html

REKLAMA :)

Sprawdź z jakich narzędzi korzystam? - KLIK

DOŁĄCZ DO GRUPY ZARABIANIE OFFLINE / ONLINE - KLIK

Zapisz się do newslettera - KLIK

-

czwartek, 19 maja 2016

AKADEMICKIE INKUBATORY PRZEDSIĘBIORCZOŚCI - CO I JAK, FIRMA BEZ ZUS ORAZ PLUSY I MINUSY

W dużym uproszczeniu Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości dają ci swoją osobowość prawną, a tym samym możesz prowadzić firmę bez ZUS i wraz ze wsparciem prawnym, księgowym, merytorycznym i lokalem w cenie około 300 złotych miesięcznie. Wiąże się to zarówno z plusami jak i minusami, a wszystko to poruszam w rozmowie z Mateuszem Maikiem, który jest dyrektorem jednej z placówek.




ŚCIĄGNIJ ODCINEK <


Poruszamy z Mateuszem takie kwestie jak:

- Jak założyć firmę w AIP?
- Jak założyć firmę w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości?
- Czym są Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości?
- Jak powstały AIP i na czym dokładnie polega ich działalność?
- Jakiego rodzaju wsparcie zapewnia fundacja?
- Jak wygląda kwestia finansowania jako startup w AIP?
- Plusy i minusy bycia firmą w AIP w opozycji do prowadzenia jej w klasyczny sposób.







WARTOŚĆ DODANA:






Do nagrywania podcastu używam zwykłego windowsowego Audio Recorder. Do konwersji plików na MP3 programu Any Audio Converter. Do obróbki [np. wycinania] używam AV Audio Editor. Jeśli chodzi o łączenie plików wykorzystuję Audio Joiner. Podcast odtwarzany jest za sprawą platformy Mixcloud - możecie mnie z jego poziomu śledzić klikając na follow ;)

-

REKLAMA :)

Sprawdź z jakich narzędzi korzystam? - KLIK

DOŁĄCZ DO GRUPY ZARABIANIE OFFLINE / ONLINE - KLIK

Zapisz się do newslettera - KLIK

-

wtorek, 17 maja 2016

JAK PLANOWAĆ BLOGOWANIE? - CASE STUDY

Jeśli powiem, że co drugi powstały blog pada, to myślę, że nie będę wcale daleki od prawdy. Powodów słyszałem już wiele; brak czasu (kiedy przecież pisać możemy, kiedy chcemy - jest to więc zwykła wymówka), znudzenie danym tematem lub brak pomysłów na wpisy (kto zabroni blogerowi zmienić format?), brak nowych czytelników (po prostu zaniedbano marketing, albo treści nie były warte dalszego udostępniania), brak sensownych korzyści (nie mówię tylko o finansowych). Wymówki są świetnym wynalazkiem, bo pozwalają zdjąć ze swoich barków odpowiedzialność. To przecież nigdy nie jest nasza wina, tylko losu i osób trzecich. Gdyby nieznajomy zaczepił mnie na ulicy i zapytał, dlaczego moim zdaniem blogi upadają, odpowiedziałbym bez wahania:




BRAK DŁUGOFALOWEGO PLANU!



Zanim przejdziemy dalej (bo to długa podróż jest) to wiedzcie, że  partnerem merytorycznym wpisu jest sieć afiliacyjna Webepartners, która pomaga blogerom zarabiać na promowaniu produktów ze sklepów internetowych oraz usług online.


http://webepartners.pl/Wydawca/Zarabiajnablogu?utm_source=JZP_wpis1&utm_medium=baner_dziewczyna&utm_term=zarabianie_na_blogu&utm_content=zarabianie_na_kazdym_blogu&utm_campaign=zarabianie_na_kazdym_blogu



Powodów do zakładania blogów mamy mnóstwo:

-  bo każdy ma swojego,
-  chęć spróbowania,
-  bo zazdrościmy wpływowym blogerom ich dochodów,
-  mamy pomysły na kilka pierwszych wpisów (a potem... pustka),
- chcemy uczynić go dodatkowym źródłem dochodu, więc tworzymy blog lifestyle'owy, próbując być fajnym i/lub kontrowersyjnym, albo tworzymy taki o tematyce zarobkowej, aby od pierwszych chwil opakować go dziesiątkami programów afiliacyjnych,
- blog zapewnia popularność otwierającą wiele drzwi, które normalnie byłyby dla nas zamknięte, a wypracowana popularność sprawia, że inni o nas zabiegają.

Niestety, poza nielicznymi osobami, większości blogerów brakuje długofalowej wizji.

Bez namysłu tworzymy bloga nie zastanawiając się, co dalej. Tworzymy, mając początkową wizję i nic więcej. Moim pierwszym blogiem był "Board Times", w całości poświęcony grom planszowym (tak, to mój konik). Mieszanka szczęścia, determinacji i kreatywności pozwoliła mi zyskać całkiem sporą popularność w planszowym światku, na blogu zarabiać i rozpocząć współpracę z innymi redaktorami; jeden z nich go zresztą ode mnie odkupił. O innych przygodach z blogowaniem wolałbym zapomnieć. Chaos, chaos i jeszcze raz chaos. Nie miałem żadnego większego planu. Od czasu sprzedaży Board Times miałem długą przerwę od blogowania. Przypatrywałem się wszystkiemu z boku, nie biorąc w niczym aktywnego udziału. 
Zaintrygował mnie Michał Szafrański, którego śledzę praktycznie od początku. Słuchałem podcastów Patta Flynna. Czytywałem zagranicznych blogerów biznesowych. Obserwowałem transformację Kominka. Wyciągałem wnioski. 
I powoli zaczęło do mnie docierać, dlaczego nieliczni blogerzy osiągnęli sukces, podczas gdy inni odpadli w przedbiegach. Zbiegło się to w czasie z początkami mojego zainteresowania biznesem. Nie zainteresowaniem, bo miałem już wtedy za sobą przygodę z własną firmą, ale właśnie fascynacją. Poczułem potrzebę dzielenia się swoimi przemyśleniami na jego temat z innymi, stąd właśnie pierwsze myśli o własnym blogu. Bogatszy o zebraną dotychczas wiedzę, musiałem ustalić ...


... CEL!


Bez niego będzie to pisanie dla pisania i odczuwanie presji, by nie doprowadzać do przestoju w publikacji wpisów. W przypadku bloga wszystkie moje działania przypominają nieco realizację wcześniej założonego biznesplanu. Na kilka miesięcy przed startem zbierałem w głowie myśli. Zastanawiałem się o czym chcę pisać, dla kogo chcę pisać, DLACZEGO chcę pisać, dokąd z moją twórczością zmierzam, ile mogę na pisanie poświęcić czasu, zakładałem małe cele, które z kolei składały się na większą całość, a także jaki mam dla siebie rynek potencjalnych reklamodawców. Pierwszym wyborem przed jakim stanąłem był wybór nazwy. Padło na "Jak zarabiać pieniądze?" ponieważ:

+ Dotyczy to w mniejszym lub większym stopniu KAŻDEGO.

+ Format jest szalenie szeroki, dając mi ogromne pole do popisu, a przy tym nazwa nie pozostawia wątpliwości do kogo adresowane są treści. Miał być przy tym dostatecznie niszowy, by grupa odbiorców pokrywała się z grupą, do której zechcą trafić reklamodawcy.

+ Ogromna liczba zapytań o wszelkie odmiany tej frazy (rzeczywiście Google jest dziś moim głównym kanałem pozyskiwania czytelników).

+ Nie tytułowałem celowo imieniem i nazwiskiem, bo mam w tym swój cel. Dalsza lektura wyjaśni jaki.

+ Nie jest tak tłoczno jak w przypadku lifestyle'u. Pełna swoboda.

+ Wiedziałem, że z jednym z bardziej wiodących tematów będzie afiliacja, którą sam Jason Hunt wymienił jako jeden z trendów przyszłości (KLIK). Swoją drogą, ten bloger jest jednym ze wzorów do naśladowania, jeśli chodzi o umiejętność wyznaczania strategii blogowania. Chciałem załapać się na ten moment, gdy afiliacja już się spopularyzuje i będę jednym z głównym źródeł wiedzy na ten temat.

+ Chciałem w pełni wykorzystać potencjał tkwiący w blogu o zarabianiu. Takich w sieci jest prawdziwe mrowie, ale dla odmiany postanowiłem zrobić to dobrze, czyli zaoferować niespotykaną w tym "gatunku" jakość i merytoryczność wpisów, aby finalnie przekuć to w zainteresowanie, które pozwoli mi osiągnąć OSTATECZNY cel (o nim trochę dalej; tak, chcę was przytrzymać w napięciu!). Aby moje działania miały znamiona mądrych, postanowiłem przygotować plan składający się z serii mniejszych kroków i osiągnięć. Inaczej byłoby to pisanie dla pisania z nadzieją, że ktoś się łaskawie blogiem zainteresuje. Nikt mnie jednak nie przeczyta, jeśli się o mnie nie dowie. To sztuka, która udaje się nielicznym, z czego jednym z chlubnych wyjątków jest Volant. Zwróćcie uwagę na fakt, że podobnie jak tysiące innych przed nim pisze o związkach. Pojawił się w sieci i ją zdominował. Co spowodowało, że to właśnie on odniósł sukces? Co spowodowało, że Michał Szafrański w trzy lata stał się królem polskiej blogosfery, gdy dziesiątki tysięcy piszących o oszczędzaniu nie?


Detale. Format. Cel. Konsekwencja.

-

Przed pojawieniem się bloga w sieci przygotowałem wcześniej szkice kilkudziesięciu wpisów. Finalnie większość z nich nie ukazała się w pierwotnej formie. Porównywałem swoją wizję z rzeczywistością. Blog zaczął przypominać nieco startup, szukający własnego pomysłu na siebie. Pewne pomysły okazywały być się niewypałem (np. szybko wycofałem się z gościnnych wpisów, które są szalenie czasochłonne, a efekt dają mizerny, o ile nie realizujemy go w gigantycznej skali), pojawiały się kolejne, które sprawdzałem w praktyce. Pierwszy rok (jego podsumowanie znajdziecie tutaj) to tak jak zaplanowałem wcześniej: stawianie fundamentów, docieranie się z formułą wpisów, weryfikowanie własnych wyobrażeń z tymi, które mają czytelnicy, nawiązywanie kontaktów, szukanie pomysłów na marketing, tworzenie fundamentów pod SEO, docieranie się z modelem biznesowym. Słowem: mnóstwo dobrej pracy, której w pierwszym roku nikt nie doceni, a jej owoce będę zbierał dopiero po kilku latach dalszej ciężkiej, słabo płatnej pracy. Nigdy bowiem nie ukrywałem, że w przyszłości chciałem, by blog stał się kolejnym źródłem dochodu. Mam jednak to ogromne szczęście, że cała praca przy blogu sprawia mi ogromną frajdę, a przy tym taka forma zarobkowania umożliwia mi pracę, którą lubię (uwielbiam?), czyli taką z dowolnego miejsca na ziemi. Właśnie ta perspektywa jest moim OSTATECZNYM celem dotyczącym bloga. Drugim w hierarchii jest stworzenie całkowicie niezależnego ode mnie (i jednego z wielu) źródła dochodu. Nie mylcie proszę faktów i nie uważajcie jednak, że robię to tylko i wyłącznie z tego powodu. Byłoby to zresztą niemożliwe, gdybym nie kochał tego co robię, bo zwyczajnie w świecie nie starczyłoby mi sił bez pasji. Szczerze mówiąc, to jestem zwolennikiem tezy, że prędzej czy później porzucamy projekty bądź aktywności, z których nie mamy żadnych korzyści. To też jedna z wielu przyczyn, dla których w sieci jest tak wiele martwych już blogów. Łączę przyjemne z pożytecznym, czyli coś do czego każdy namawia, ale niewielu jest w stanie faktycznie to zrealizować, gdy chodzi o projekty komercyjne.


Pozostałe uwagi dotyczące pierwszego roku mojego blogowania:

+ Pierwsze wpisy planowałem tak, by lubiły je wyszukiwarki i były tworzone dla jak największej ilości osób. 

+ Szukałem formatu umożliwiającego mi publikację wysokiej jakości wyczerpujących wpisów, które nie byłyby zapchajdziurą, a przy tym zostawiałyby trochę czasu na życie prywatne i zawodowe. Tak powstała m.in. idea szortów, czyli najlepszych tekstów o tematyce około-biznesowej z sieci (KLIK), podcasty, które wbrew pozorom są mniej angażujące czasowo niż tekst, odświeżanie starszych wpisów, by pojawiały się znów na stronie głównej i tworzenie materiałów, których ząb czasu nie nadgryzie.

+ Testowałem jakie formy promocji działają, a które tylko tracą mój czas.

+ Cały czas miałbym ochotę pisać o rzeczach niszowych (np. organizacji procesów w biznesie, modelach biznesowych), ale co z tego, skoro zawężałbym sobie publikę? Z czasem mogę to robić, gdy zbiorę już społeczność. Na początku chciałem tego unikać.

+ Od samego początku nawiązywałem relacje z innymi blogerami piszących o zbliżonych tematach. Posiadanie znajomych blogerów pozwala na wymianę uwagami, wzajemne wsparcie poprzez dzielenie się swoją zawartością (tylko pod warunkiem, że ta oczywiście przypadnie czytelnikom, a nie dlatego, że jest to skalkulowane działanie).

+ Szukanie odpowiadającego mi, oraz czytelnikom formatu. Wstyd przyznać, ale większość wpisów roboczych po okresie mniej więcej pół roku skasowałem lub całkowicie przemodelowałem. Nie pasowały do nowej wizji.

+ Tworzę własną blogową niszę, stając się w niej liderem lub jednym z liderów, gdy pojawią się ewentualni naśladowcy. Jest to element strategii błękitnego oceanu, czyli zajmowanie niezagospodarowanych przestrzeni. W tym przypadku jestem jednym z naprawdę nielicznych blogów, które mogą wejść we współpracę komercyjną z np. firmami afiliacyjnymi.


---


Drugi rok (czyli aktualny, gdy piszę te słowa) poświęcam z kolei na zwiększanie rozpoznawalności, budowie fundamentów pod markę #JZP, docieraniu się z modelem biznesowym bloga (np. oceniam z którymi programami afiliacyjnymi chcę się związać, jakie produkty promować, z kim wchodzić w ewentualne współprace), stawianiu fundamentów pod YouTube (czyli drugiej największej po Google wyszukiwarce na świecie) i bardzo powolnym poszukiwaniu współpracowników (delegowanie zadań pozwoli mi zaoszczędzony czas przeznaczyć na inne kwestie). Poza tym dużo planuję (ok, planuję BARDZO dużo), jeszcze więcej obserwuję i bezustannie wyciągam wnioski. W zasadzie nie ma takiego weekendu, abym nie siadł z notatkami, żeby przeanalizować, czy zmierzam w dobrą stronę.

Pozostałe uwagi dotyczące drugiego roku:

+ W drugim roku utwierdziłem się w przekonaniu, że do wyglądu nie przykładam ogromnej wagi. Ładny szablon może i cieszy oko, ale nie uratuje nas przed odpływem czytelników, jeśli treści będą mierne. Stąd zaoszczędzony na zmianę szablonów czas wolę przeznaczyć na zaplanowanie i zlecenie w przyszłości webmasterowi postawienia strony skrojonej na moje potrzeby. Chciałbym, aby m.in. wpisy wyświetlały się losowo, pojawiał się filtr umożliwiający wyświetlanie tylko interesujących nas kategorii (zapamiętujący na podstawie cookies, a nie wyboru danej kategorii). 

+ Regularnie dorzucam do notatek potencjalnych reklamodawców. W drugim roku dążę do zebrania liczby czytelników, która w mojej ocenie pozwoli mi na współprace komercyjne. Zarobione w ten sposób środki mają sfinansować lewarowanie bloga z pomocą reklam. Stanowią świetną dźwignię, pozwalając zerowym nakładem czasu pozyskiwać nowych czytelników. Zaoszczędzony na marketing czas można wykorzystać na tworzenie jeszcze lepszych treści, realizację nowych pomysłów i docieranie do nowych reklamodawców. Testuję reklamy na Facebooku przy okazji bloga naszej spółki (prawoafinanse.pl); w chwili, gdy to piszę jest to stwierdzenie laika, ale jestem zdania, że sprawdzają się fenomenalnie. Udostępniam dane dotyczące wyników naszego promowania wybranych wpisów:




Nie jesteśmy mistrzami optymalizacji, bo swoją przygodę z reklamami dopiero zaczęliśmy, ale kwota 76 złotych za taką aktywność użytkowników (lajki, udostępnienia, polubienia strony) jest dla nas bardzo satysfakcjonująca. Wystarczy jeden czytelnik, który skorzysta z naszych usług, by koszt reklamy zwrócił się z nawiązką. Oczami wyobraźni widzę wykorzystanie reklam do promocji wpisów z linkami afiliacyjnymi.

+ Po pierwszym roku wiem dużo więcej o tworzeniu skutecznego wyszukiwania i docieram się z procesami umożliwiającymi lepsze wyszukiwanie mojego bloga. Dla przykładu, jedną z technik jest stosowanie przeze mnie Google Plus. Wujek Google chętnie wspiera wpisy, które pojawiają się w jego sieci społecznościowej. Przykład poniżej:




+ Robię porządki w starszych wpisach (usuwam niedziałające linki, aktualizuję treści, odświeżam grafiki). Wszystko za sprawą wrzucania starszych wpisów na główną, dzięki czemu w spokoju tworzę nowe treści, a stare są dla nowych czytelników nowe. Ponadto jest to dla mnie argument sprzedażowy dla reklamodawców (tych przyszłych, bo na razie sam nie wychodzę z inicjatywą), bo wpisy sponsorowane będą stale żyć, generując dla nich ruch. Wpisy sponsorowane, kosztujące kilkanaście tysięcy złotych wynagrodzenia dla samego blogera (o agencji nie wspominam), które chwilę później umierają przykryte innymi wpisami? Nie czuję tego jako potencjalny reklamodawca i stąd chęć zmiany tego stanu. Pomaga mi w tym fakt, że unikam wpisów, które w jakikolwiek sposób mogłyby się zdezaktualizować.

+ Opracowuję koncepcję lepszego wykorzystania powierzchni reklamowej swoich wpisów, skoro już wspólnie ustaliliśmy, że się nie starzeją. Oprócz promowania własnych projektów, mam kilka pomysłów na zarabianie powierzchni reklamowej, ale NIE DLA FIRM. Dopóki sprawy nie przemyślę, nie zdradzę kto miałby być potencjalnym klientem. 

+ Dbam o robienie kopii zapasowych WSZYSTKICH treści i ukrywam je w bezpiecznym miejscu. Gdyby dziś Google stwierdził, że kasuje wszystkie blogi, będę mógł wrócić ze wszystkim, co dotychczas stworzyłem.

+ Pracuję nad tym, by podcasty pojawiły się na jak największej liczbie platform (w chwili, gdy to piszę ogarniam YT, ITunes, Sticher, itd.). Zaniedbałem to straszliwie. Jeśli będziecie mieli okazję tworzyć własny podcast, nabierzcie nawyku robienia tego od razu wszędzie, gdzie to tylko możliwe. 

+ Na tym etapie rozważam jakie formaty wpisów lub video pojawią się w dalekiej przyszłości. Tworzę pod nie fundamenty i umacniam własną wykreowaną niszę w myśl strategii błękitnego oceanu.

+ Konsekwentnie, małymi kroczkami, buduję wokół bloga społeczność. W tym roku, mimo kilku poleceń (choćby tu i tu),  nie udało mi się trafić do żadnej kategorii w Share Week 2016. Nie zmienia to faktu, że nie od razu Rzym zbudowano i me serce raduje fakt, że liczba subskrybentów newslettera i kanałów społecznościowych konsekwentnie rośnie.

+ Chcę wykorzystywać więcej kanałów przekazu (YouTube, Periscope). Nic nie zapowiada tego, abym miał kiedyś zacząć korzystać ze Snapchata i Instagrama. Rozumiem te kanały, wiem jak się z nich korzysta, ale zwyczajnie ich teraz nie czuję. Wzorem Garyego Vaynerchuka (po lekturze jego filmów #Ask Gary) zrozumiałem zasadę, że choć teraz ich nie czuję, nie znaczy to, że powinienem je ignorować, bo korzystają z nich potencjalni czytelnicy! Zresztą do Twittera też podchodziłem pierwotnie z dystansem, zaś aktualnie wrzucam tam kilka razy dziennie tweety na temat tego, co się dzieje za kulisami bloga (mój profil znajdziesz tutaj). Taki format jak zobaczycie poniżej można nagrać na upartego za jednym zamachem bez dubla, dzieląc się wiedzą, a ile mniej przy tym montażu i stukania w klawiaturę! Chcę przez to powiedzieć, że może to znakomicie oszczędzać czas zapewniając czytelnikom sensowny materiał. To co widzicie na dole sensowne nie jest, ale zmusiłem się, by odejść od biurka i po prostu coś WRESZCIE nagrać. Cokolwiek.





+ Dalsze umacnianie się w niszy, jaką sobie wybrałem. Chodzi mianowicie o fakt, że blogów podejmujących tematykę zarabiania jest bardzo mało, a rynek reklamodawców szukających takich kanałów ogromny. Nie wyobrażam sobie pisania o szeroko pojętym "stylu życia". Blogów o tej tematyce jest tak dużo, że reklamodawcy mogą być wybredni i zwyczajnie w świecie wielu autorów będzie musiało obejść się smakiem. Powoli skręcam tym statkiem zwanym blogiem bardziej w kierunku afiliacji. To duży statek, a ocean pełen jest niebezpieczeństw, więc korygowanie kursu nieco trwa.



CO DALEJ, MATEUSZU?

Trzeci rok na chwilę obecną klaruje się jako samodzielne wychodzenie z inicjatywą do potencjalnych partnerów dla bloga (w chwili gdy piszę te słowa, nawet nie mam zakładki współpraca, zaś aktualni partnerzy sami składają zapytania) i już pełnoprawne wsparcie bloga za sprawą reklamy internetowej, którą przetestuję rzetelnie na przestrzeni zeszłego roku. Celem jest opracowanie i doszlifowanie do perfekcji procedur delegowania montażu podcastów, filmów na YouTube (oraz innych mediów), redagowania tekstów, a także zlecania marketingu. To pozwoli odzyskać mi czas, który chciałbym przeznaczyć na takie aktywności:

+ Własne książki: fenomenalnie budują markę, wspierają mój ekosystem pracy (nie tylko bloga!), stanowią dodatkowe (lub główne) źródło dochodu. Przykłady osób, które wybiły się dzięki książkom to Tim Ferris (dzięki książce "4 godzinny tydzień pracy", który miałem przyjemność recenzować), a także Chris Guillebeau (autor np. "Niskobudżetowego startupu"). Obu tym panom przyniosły rozpoznawalność, duże pieniądze i cenne kontakty. O czym chciałbym pisać? Na razie mam kilka pomysłów, ale żadnym wolałbym się jeszcze nie dzielić. Na pewno tematyka nie będzie odbiegać od tego, co jest na blogu i będę starał się pisać w formacie podobnym do ww. chłopaków. Nie mogę nie zwrócić uwagi na fakt, że pisanie ich wśród blogerów staje się oklepane, ale nadzieję przywraca mi znów Michał Szafrański, który zapewne udowodni, że jest w tym jeszcze magia.

+ Planuję uniezależnić dochody bloga od reklamodawców. Moją wybranką jest afiliacja, która jest właśnie tym poszukiwanym przez wszystkich Graalem, a więc umożliwia odseparowanie pracy od stałych przypływów finansowych. Prawdopodobnie nie będę chciał wchodzić w modną afiliację finansową (m.in. polecanie lokat), bo mam swoją niszę, dobrze mi w niej i nie chciałbym rozwadniać swojej tematyki. Jaki rodzaj afiliacji planuję na blogu w przyszłości? Hosting poprzez rozbudowany cykl poświęcony tworzeniu stron lub blogów, narzędzia umożliwiające innym blogerom/właścicielom stron zarobek (z którego mi przypadnie określony procent), płatne narzędzia internetowe, a także polecanie produktów, które w mojej ocenie są godne waszego zainteresowania. Zresztą partnerem merytorycznym tego wpisu jest Webepartners, które pozwala blogerom z najróżniejszych branż zarabiać dzięki tej formie.


http://webepartners.pl/Wydawca?utm_source=JZP_wpis_1&utm_medium=blog_JZP&utm_term=rozwoj_bloga&utm_content=rozwoj_bloga&utm_campaign=JZP_wpis1


Kilka dodatkowych argumentów przemawiających za współpracą z siecią afiliacyjną, by mój wybór uzasadnić:

1] Dzięki temu rozwiązaniu nie musisz dołączać do kilku odrębnych programów firmy oferującej dany produkt, czekając niekiedy bardzo długo na przekroczenie progu do wypłaty. Otrzymujesz dostęp do setek produktów, jeśli nie tysięcy produktów, a obsługujesz to wszystko w jednym miejscu.

2] W przypadku Webepartners, przyjmują każdego zainteresowanego współpracą, co wbrew pozorom nie jest takie powszechne.

3] Możesz monitorować sprzedaż z dowolnego miejsca na ziemi, nie robiąc już nic więcej poza obserwowaniem rosnących słupków. Raz wykonana praca może przynosić ci stale dochód, nie tylko przy nowych wpisach, ale również tych starszych, o czym pisze Agnieszka z Biznesowego Info.
 

CO JESZCZE?:
+ Na pewno pojawi się mój zespół osób wynagradzanych za zrealizowane zadania, które im zlecam. Już teraz bowiem spotykam się ze ścianą, bo trudno jest mi być wszystkim od wszystkiego, podczas gdy blog robię po godzinach. Korzystając z ograniczonego czasu muszę teraz wybierać pomiędzy szlifowaniem treści, a marketingiem, więc siłą rzeczy z czegoś muszę zrezygnować. Chris Ducker prowadzi zespół osób działających w krajach pokroju Tajlandia i stamtąd pozwala mieć własnych wirtualnych asystentów. Na chwilę obecną do bloga potrzebuję wsparcia następujących osób:

- Osoba dedykowana kwestiom multimedialnym (filmy, podcasty)

- Osoba dedykowana marketingowi; w zamyśle ma docierać tam, gdzie nie dotrze reklama internetowa, a także nawiązywać kontakty z mediami

- Osoba ds. współpracy; przygotowywanie ofert (z pomysłami na kampanię) do potencjalnych reklamodawców i pilnowanie całego przebiegu (od pozyskiwania klientów, po dbanie o formalności)

- Osoba webmastera, która będzie dla mnie ogarniać te kwestie

- Osoba zarządzająca sprawami formalnymi (dbanie o to, by wpisy pojawiały się w mediach społecznościowych, wysyłany był newsletter, zajmowanie się grafikami, organizowanie kolejności pojawiania się wpisów, zapraszanie gości do podcastów, sprawdzanie wydarzeń branżowych i organizowanie pracy wszystkim wyżej wymienionym osobom - słowem, robienie wszystkiego innego, co normalnie zostałoby mi do roboty :))

Zresztą, nie będzie to coś nowego w polskiej blogosferze, bo takich współpracowników posiada również Michał Szafrański z "Jak oszczędzać pieniądze":




+ Finalnie chciałbym się od "JZP" uniezależnić, i wzorem "Antyweb", czy "Spidersweb" przekształcić blog w pełnoprawny serwis z własną redakcją. Uniezależnić, a nie rezygnować (zresztą znam siebie i wiem, że nie byłbym w stanie nie doglądać tego co się dzieje; raz to już przerabiałem, bo raz już takiego przekształcenia połowicznie dokonałem). Dużo blogerów utyka w martwym punkcie, że nie są w stanie dokonać tego kroku, stając się na swój sposób niewolnikiem własnego bloga. Jason Hunt od ponad 10 lat dostarcza regularnie kolejne treści, ale od czasu do czasu nie ukrywa zmęczenia materiałem. Mam z reguły na taką okazję screenshot, ale musicie wierzyć mi na słowo, że kiedyś pojawił się u niego wpis o tym jak bardzo mu się już nie chce. Nie zamierzam się do takiego stanu doprowadzić :)

+ Oczami wyobraźni widzę moja prywatna grupę wsparcia biznesowego, która wpuszczać będzie tylko osoby na bazie ścisłej selekcji i za miesięczną opłatą. Pozwoli to na odsiewanie osób niezaangażowanych/spamerów, a utrzymywanie niewielkiej liczby członków zmniejszy między jej członkami dystans.

+ Trzeci rok to także dostosowanie bloga pod urządzenia mobilne, którymi w coraz większym stopniu konsumujemy internet i od tego trendu nie uciekniemy. Dostosowanie wszystkich funkcji, które obecnie działają dobrze tabletach lub komputerach.

+ Nie wiem, czy wzorem aktualnie chyba wszystkich, będę chciał sprzedawać kursy i webinary. Wiem, że są w tym pieniądze, ale ta forma w tej chwili do mnie nie przemawia. Oczywiście zostawiam sobie furtkę na zmianę zdania, gdy stwierdzę, że jednak mam pomysł na świetny kurs i mam wenę, by go stworzyć.

+ Konsekwentnie zamierzam wykorzystywać media (do mistrzostwa opanował to Michał Szafrański, wszak był on kiedyś dziennikarzem i może wiedzieć, jak do nich trafiać)

+ Myślę, że będę inspirował się w jakimś stopniu kierunkiem obranym przez Chrisa Guillebeau, czy Tima Ferrisa. Zapoznajcie się z ich biografiami, a zrozumiecie.



SŁOWEM PODSUMOWANIA:

Pod koniec kwietnia 2016 byłem gościem na weselu. Spotkałem dwie osoby, które czuły się zagubione zawodowo. Jednego ucznia gimnazjum, który nie do końca wie co chce w życiu robić, więc postanowił udać się na kierunek, który w przyszłości pozwoli mu nabrać fachu i zająć się remontami. Druga osoba to studentka dziennikarstwa, która w momencie rozmowy ze mną pracowała na stażu w urzędzie marszałkowskim. Myśli o własnym biznesie jako konsultantka ślubna. Obu tym osobom powiedziałem, że pracę mogą stworzyć sobie sami, pracując w zawodzie, który nawet nie ma jeszcze nazwy. Dowodem na to jest Mateusz Paszkiewicz, który wymyślił sobie, że zostanie konsultantem ds. nowych social media. Swoją historię opowiedział w rozmowie ze mną. Niech stanowi dla was inspirację. Jeśli chodzi zaś o mnie samego... Nie odkrywam Ameryki, jeśli chodzi o sam pomysł na blogowanie, ale nikt też nie prowadził mnie za rączkę przy tworzeniu "Jak zarabiać pieniądze". Poczucie wolności w wyznaczanym przez siebie kierunku jest szalenie satysfakcjonujące, a budowa kolejnego źródła dochodów, które kiedyś (może) pozwoli na realizację wszystkich marzeń (nie tylko części) jest fantastyczna! Miłego dnia! :)



CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ?:

Wymieńmy się spostrzeżeniami - biuroprojektowinnowacyjnych@gmail.com

Na Twitter piszę co robię na bieżąco zza kulis - KLIK

Na Facebooku dzielę się nowymi wpisami, ale także rozmaitymi myślami także zza kulis - KLIK

W newsletterze dostajesz dostęp do wartości dodanej, której nie publikuję nigdzie indziej (liczby, statystyki, zarobki z bloga itd.) - KLIK

Na moim prywatnym profilu FB piszę o biznesie, zarabianiu itd. Dzielę się tam również cennymi materiałami - KLIK
  

PS. DZIĘKUJĘ MARCIE NEJFELT Z BLOGA LODÓWKA OTWARTA ZA KOREKTĘ TEKSTU.

-

BLOGERZY O PRZYSZŁOŚCI (jeśli tekst jest już opublikowany, a ty masz coś do powiedzenia to nic nie szkodzi; opublikuję w każdej chwili wybrane teksty; napisz na biuroprojektowinnowacyjnych@gmail.com)



Ludzie stają się coraz bardziej uzależnieni od internetu. Dziś trudno byłoby znaleźć osobę, która przez godzinę ani razu nie spojrzała na swojego smartfona. Zjawisko to będzie dalej postępować. Warto to wykorzystać jako bloger albo videobloger. Między innymi dlatego założyłem dokładnie rok temu swojego bloga. Dziś to drugi najpopularniejszy blog o tematyce finansowej w Polsce ze 120 tysiącami unikalnych użytkowników miesięcznie. To pokazuje, że nawet w bardzo konkurencyjnej branży można się przebić.
Osobiście nie zamierzam jednak iść z trendem “youtube'owym”. Twórcy YouTube już dziś są zakładnikami agencji i samego YouTube. To właśnie YouTube jest panem ich losu. Videoblogerzy mogą tylko przypatrywać się jak Google zmienia algorytmy YouTuba ograniczając coraz bardziej zasięgi ich filmów i kanałów(podobnie jak Facebook). Ja skupiam się na rozwoju tylko i wyłącznie bloga ponieważ mam nad nim stuprocentową kontrolę. Social media traktuje tylko i wyłącznie jako źródło traffic’u na bloga. Dotychczas zainwestowałem zaledwie około tysiąca złotych w social media (przez rok czasu). Absolutnie nie zamierzam inwestować więcej w przyszłości. Niektóre social media jak Facebook stały się bardzo opresyjne (np. “wyłudzając” skany dowodów osobistych dla potwierdzenia konta), a cenzura jest już na porządku dziennym. To dodatkowy argument aby nie iść w tą stronę.
 
Dla nowych blogerów wciąż jest miejsce na rynku. Muszą być jedynie specjalistami w swojej dziedzinie lub pasjonatami, mieć ogromną wiedzę i zaplecze marketingowo-informatyczne oraz budżet rzędu 20 000 zł na start. Wtedy przy ogromie swojej ciężkiej pracy mogą podbić swoją tematykę w ciągu roku. Inaczej wygląda sytuacja z videdoblogerami. Zostanie popularnym video blogerem bez niczyjej pomocy dziś graniczy już z cudem. Jedyną drogą do popularności na YouTube jest promocja na innych popularnych kanałach. Tutaj doskonałym przykładem ostatnich dwóch miesiącach jest Aleksandra Żuraw, promowana na wszystkich popularnych kanałach. Efekt? Prawie 100 000 tys fanów na facebook’u i 90 000 tys subskrybentów na Youtube. Do dziś jednak nie wiem czym konkretnie zajmuje się Aleksandra. Wyśmienity “content” czyli treść nie jest najistotniejsza w zdobyciu popularności (czyt. pieniędzy). Dotyczy to również branży finansowej, w której działam. Niektórzy blogerzy jak Marcin Iwuć, Maciej Samcik czy Michał Szafrański mają ogromne wsparcie mass mediów (niektórzy nawet mają tam etat), a co za tym idzie dużo łatwiej jest im zdobywać popularność i zarabiać więcej niż prezesi dużych firm. To właśnie robi przewagę, choć jak pokazuje mój przykład nawet bez tego można podbić swoją branżę i zdystansować swoich potężnych “konkurentów”. Podstawą każdego sukcesu jest pasja, pomysł i mordercza praca.


Agnieszka Czmyr-Kaczanowska, Mamo pracuj

Myślenie o przyszłości kiedy prowadzi się biznes on-line, choćby taki jak nasz - prowadząc portal, czy bloga, jest dość zabawne i kapryśne… Wiele zależy od rzeczy, które od nas nie do końca zależą jak algorytm Googl’a czy Edge Rank Facebook’a, mody, trendów w marketingu internetowym… Kontaktów i…. szczęścia.  Dlatego myślenie o przyszłości w przypadku portalu www.mamopracuj.pl jest wypadkową kilku zmiennych: po pierwsze naszej gotowości do nadążania za zmianami, szybkości podejmowania decyzji, szczególnie o ważnych zmianach, czasem kosztownych ale nieuniknionych. Dalej otwartości na nowe trendy, gotowości do uczenia się od młodszych i znajdowani pewnej równowagi między tym co się chce zmieniać a rzeczywiście potrzeba zmieniać… Po trzeci, jako że planowanie w biznesie on-line odbywa się w cyklach trzymiesięcznych – taka jest brutalna prawda, choć plan rozwoju czy wizję warto mieć na lata, nie warto przywiązywać się do niektórych pomysłów, nie rozpaczać porażek, uczyć się i iść dalej! Jeśli ktoś dzisiaj zapytałby mnie gdzie chciałabym aby był nasz portal za rok, odpowiem: chcemy mieć dwa razy więcej unikalnych użytkowników i podwoić liczbę klientów. A co za 3 lata? Chciałabym aby liczba UU nie miała już dla nas wielkiego znaczenia, i abyśmy miały  stałą grupę współpracujących pracodawców przekraczającą 100. A za 10 lat? Może mampracuj.pl byłoby już zupełnie niepotrzebne? Choć dzisiaj trudno sobie to jeszcze wyobrazić….



Agnieszka, Biznesowe Info

Jakie są moje plany jeśli chodzi o rozwój bloga? To trudne pytanie, bo ja mam na siebie dużo pomysłów i z czasem niektóre realizuję, a z innych rezygnuje. W maju pojawi się moja pierwsza książka o tematyce pracy w domu („Zostań freelancerem”), przygotowuję też kurs online o pracy zdalnej i w przyszłości chciałabym, by takich produktów (cyfrowych i fizycznych) było na mojej stronie więcej. Jeśli chodzi o blog, marzy mi się, by z czasem by on takim kompendium wiedzy o pracy w domu i o małym biznesie – by każdy, komu wpadnie do głowy zarabianie zdalne lub otwarcie własnej firmy znalazł na moim blogu wszystkie informacje, jakich potrzebuje na starcie i w początkowych fazach prowadzenia swojej firmy. Być może kiedyś częściej będę zapraszać innych przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces, do tego, by podzielili się swoimi doświadczeniami? Czas pokaże.



JAKUB ZARAZIK, ROZWOJ OSOBISTY PO POLSKU

"Czasy w których jasno i wyraźnie można było rozgraniczyć poszczególne media dawno się skończyły. Era radia zastąpiona erą telewizji szybko ustąpiła erze internetu. Obecnie granice między nimi oraz między wszystkimi nowymi metodami komunikacji zacierają się w coraz większym stopniu, przypominając jeden wielki system naczyń połączonych.

Te same trendy z makro skali będą się odbijały na mojej (mikro) działalności w sieci, w ramach której z biegiem czasu będzie pojawiało się coraz więcej połączeń pomiędzy różnymi projektami.

Portal rozwojosobistypopolsku.pl stanowi pewnego rodzaju wehikuł, którego celem jest przekazywanie doświadczeń minionych oraz aktywne uczestnictwo w tych nowych, stawianych przed nami każdego dnia. Umyślnie wybierając kontrowersyjną tematykę "rozwoju osobistego" będę dalej płynął pod prąd, pokazując praktyczne i merytoryczne aspekty związane m.in. z budową zrównoważonej kariery zawodowej czy też rozwojem komunikacji i sztuki wystąpień publicznych." 


WOJCIECH WAWRZAK, PRAKREACJA

Jeśli chodzi o moje plany na rozwój blogu, to jestem na tym etapie, gdy blog stał się swojego rodzaju wizytówką i pozwala realizować również poza-blogowe wyzwania. Dlatego blog będzie funkcjonował w takim kształcie jak teraz, ale będę rozwijał kolejne kanały dystrybucji treści, czyli materiały wideo, webinary, transmisje live, podcasty, kursy on-line. Staram się również o publikacje tradycyjne, w chwili obecnej jestem na etapie negocjowania warunków wydania mojej pierwszej książki. Nie jestem fanem wielkiego planowania, zdecydowanie lepiej sprawdza się w moim przypadku bieżące podążanie za rodzącymi się pomysłami. Nie tworzę strategii długofalowego działania, zakładam sobie jedynie pewne ogólnikowe cele, które rozwijają się w miarę działania. Zdecydowanie wolę aktywność niż tylko bierne planowanie.  


Bartek Popiel, Liczy się wynik


To jest bardzo dobre pytanie, ale ja sam nie wiem do czego to zmierza. Mam jakieś bardzo mgliste plany, ale staram się także reagować na to, co podrzuca rzeczywistość. Jeszcze 5 lat temu nikt  nie słyszał o webinarach, nie wspominając już o tym, że będzie można robić live'y na Facebooku. Dzisiaj są takie możliwości, także plany planami a życie życiem.

Mam oczywiście różnego rodzaju punkty odniesienia: teraz robię dość sporo w kierunku tego, żeby blog przekroczył 100 tysięcy unikalnych wizyt w miesiącu. Jak pewnie zauważyłeś mój blog mocno skręca w stronę przedsiębiorczości, strategii biznesowych itp. Prowadzę od groma konsultacji, pomagam firmom w marketingu i zwiększenia sprzedaży. Chcę, aby metody których uczę dotarły do każdego małego i średniego przedsiębiorcy, bo dzięki temu ich firmy będą lepiej prosperowały, a w Polsce to małe i średnie firmy dają ponad 70% miejsc pracy. 

Jednak co będzie za kilka lat? Nie mam pojęcia. Może przestawię się tylko na video? Może wyjdę na rynek anglojęzyczny? Nie wiem co przyniesie przyszłość :-)



Beata Redzimska, Vadamecum Blogera

Dokąd zmierzam z moim blogowaniem ... Mateusz zadał mi to pytanie w bardzo przełomowym dla mnie momencie. Bo po ponad 4 latach pisania bloga czuję, że nadszedł czas obrachunków. Tym bardziej, że wracam do aktywnego życia zawodowego po urlopie wychowawczym (póki co na pół etatu). A jednocześnie muszę poszukać  dodatkowego źródła utrzymania. Jeżeli zaczynałam pisać bloga, po to, by zupełnie nie wypaść z rynku pracy. By przy okazji zmieniania pieluch nauczyć się czegoś nowego,  zdobyć nowe kompetencje. Po drodze okazało się, że blogowanie jest moją pasją. Dlatego  teraz zastanawiam się, jak wygenerować dodatkowy dochód z bloga. Tak by dalej móc z czystym sumieniem poświęcać mu czas.  Stąd ostatnio większą uwagę przykładam do kwestii SEO (pozycjonowania wpisów). Reklamodawcy właśnie patrzą na te bezduszne cyferki: unikalnych użytkowników. Mimo że udało mi się zbudować wokół bloga społeczność, nie mam wcale zbyt wielu unikalnych użytkowników. Dlatego poprawiam starsze wpisy pod kątem SEO. To mozolna praca. Niemniej dzięki niej, już udało mi się podwoić ruch na moim blogu MODA NA BIO. Dalej zamierzam skoncentrować się na tym, co dotychczas u mnie zadziałało. Czyli na specjalizacji w tematyce blogowania, na budowaniu społeczności wokół bloga. Nawet jeżeli moja guru w tym zakresie Adrienne Smith ostatnio oświadczyła, że zamyka swojego bloga w poszukiwaniu bardziej owocnych źródeł dochodu. Dodatkowo prowadzę grupę blogerską na Facebooku GRUPA WZAJEMNEJ PROMOCJI. Twitter, to mój kolejny cel. Wielu blogerów nie wykorzystuje jego potencjału. Sama dopiero się uczę, ale pierwsze rezultaty są na prawdę zachęcające. Newsletter i podcasty - chcę ruszyć z nimi wkrótce. Dwa social media, na które postawiłam w tym roku: Instagram i Pinterest. A postawiłam dlatego że otwierają mnie na świat. Sama przecież mieszkam za granicą. A z drugiej strony odpowiadają uprawianej przeze mnie tematyce: zdrowie, szydełko i turystyka. Sama tworzę dużo tzw Visual Contentu. To świetne miejsca, by go pokazać ... całemu światu. A co? Czemu myśleć zaściankowo. Skoro Jason Hunt też docelowo chce podbić świat.



Agnieszka, Obsesyjna biblioteczka

Obecnie książki to dla mnie tylko narzędzie potrzebne do tworzenia tekstów, ewentualnie do zrealizowania promocji na życzenie wydawcy. Recenzje będą częścią bloga, bo od tego wszystko się zaczęło. Ale bardziej chciałabym się skupić na beta- czytaniu, czyli testowaniu książek zanim trafią do wydawców i konsultacjach dla początkujących autorów. Co więcej, chcę szerzej poruszać tematykę tłumaczeń książek, popartą własnymi doświadczeniami. I dzisiaj właśnie ruszam ze swoim pierwszym książkowym podcastem i przyznam szczerze, że mam tremę, jak przyjmą to moi czytelnicy – bo w naszym książkowym świcie to jeszcze nie jest popularne. Ale kto nie próbuje, ten nie wygrywa. Ponadto za kilka dni odbywają się warsztaty lokalne zorganizowane przeze mnie dla tych, którzy chcą zacząć blogować. Z kilku lat działalności w sieci, popełnionych błędów i wyciągniętych wniosków zebrałam całkiem spory materiał do przekazania innym, by mogli zacząć blogować już z jakąś podstawową wiedzą. Natomiast w ciągu kilku najbliższych lat chciałabym stworzyć własne produkty, które siedzą już zresztą w mojej głowie od jakiegoś czasu, tylko doba jakby za krótka. (śmiech). Obecnie książki to dla mnie tylko narzędzie potrzebne do tworzenia tekstów, ewentualnie do zrealizowania promocji na życzenie wydawcy. Recenzje będą częścią bloga, bo od tego wszystko się zaczęło. Ale bardziej chciałabym się skupić na beta- czytaniu, czyli testowaniu książek zanim trafią do wydawców i konsultacjach dla początkujących autorów. Co więcej, chcę szerzej poruszać tematykę tłumaczeń książek, popartą własnymi doświadczeniami. I dzisiaj właśnie ruszam ze swoim pierwszym książkowym podcastem i przyznam szczerze, że mam tremę, jak przyjmą to moi czytelnicy – bo w naszym książkowym świcie to jeszcze nie jest popularne. Ale kto nie próbuje, ten nie wygrywa. Ponadto za kilka dni odbywają się warsztaty lokalne zorganizowane przeze mnie dla tych, którzy chcą zacząć blogować. Z kilku lat działalności w sieci, popełnionych błędów i wyciągniętych wniosków zebrałam całkiem spory materiał do przekazania innym, by mogli zacząć blogować już z jakąś podstawową wiedzą. Natomiast w ciągu kilku najbliższych lat chciałabym stworzyć własne produkty, które siedzą już zresztą w mojej głowie od jakiegoś czasu, tylko doba jakby za krótka. (śmiech) Będą to szkolenia online, które będą dostępne w regularnej sprzedaży, ale także produkty brandowane moim logo, powiązane z książkami, ale więcej nie mogę zdradzić, bo nie będziecie mieli, na co czekać ;)



Grzegorz Wozniak, Finanse młodego polaka

Moja przygoda z pisaniem bloga o finansach trwa już ponad rok i muszę przyznać, że od samego początku pomysł na tego bloga ewoluuje. Docelowo chciałbym, żeby był on jedynie częścią większej całości. Z czasem chciałbym stworzyć w Internecie miejsce, w którym połączyłbym kilka zaplanowanych projektów, dzięki czemu odbiorcy mogliby uzyskiwać cenne informacje zarówno jako klienci instytucji finansowych, jak i zdobywać wiedzę niezbędną do pracy w finansach lub ogólnie w sprzedaży. Mam już wstępny pomysł, teraz pozostało tylko znaleźć czas na jego realizację.



Katarzyna Głąb, Po sukces na szpilkach


Uwielbiam rozmawiać o blogowych planach na przyszłość! Polska blogosfera bardzo się rozwinęła i daje nam zupełnie nowe możliwości. Na początek muszę wspomnieć, że mój blog (i cala działalność wokół niego) od jakiegoś czasu jest dla mnie właściwie jedynym źródłem dochodu. Od kiedy pasja połączyła się z realną pracą bardziej profesjonalnie podchodzę do wszystkiego co robię i muszę przyznać, że widzę ogromny postęp. Planów na rozwój mam mnóstwo. Marzą mi się poradniki w stylu Marie Forleo i regularne webinary (wlaśnie z nimi startuję). Mam sporo pomysłów na nowe produkty i usługi. Zależy mi szczególnie na takich, dzięki którym będę mogła mieć realny kontakt ze swoimi czytelniczkami. Od dłuższego czasu nie interesują mnie współprace z agencjami, a zamiast tego stawiam na autorskie działania. Ostatnimi czasy pracuję mocno nad rozwojem swojego newslettera. Chcę, żeby stał się prawdziwym źródłem motywacji i unikalnej wiedzy na temat biznesu, organizacji życia i realizacji celów. W oparciu o opinie moich subskrybentek mogę stwierdzić, że idzie mi całkiem nieźle. Poza tym jeszcze w tym roku chcę przywrócić do życia swój stary projekt i wrócić do wywiadów z inspirującymi osobami. Mam ambicję, by mój blog za kilka lat stał się najbardziej inspirującym i bogatym w wartościowe wskazówki miejscem dla kobiet w Polsce. Wierzę, że wszystko jest do zrobienia jeśli poświęci się na to odpowiednio dużo czasu i przemyślanej pracy. Dlatego każdego dnia działam na wysokich obrotach!




Aleksandra Bohojło, Esencja


Współczesne blogowanie to już nie pisanie do szuflady. Większość blogerów coraz poważniej podchodzi do swojej pasji i o ile kiedyś rozpoczynali swoją przygodę z blogowaniem kierując się zasadą: „zacznij pisać i zobacz czy Ci się to spodoba”, o tyle dzisiaj wiele nowych osób pojawiających się w blogosferze zaczyna prowadzenie bloga dobrze wcześniej do tego się przygotowując. Obserwacja rynku, wykorzystanie współczesnych narzędzi marketingowych, profesjonalny wygląd bloga, aktywność w mediach społecznościowych, udział w branżowych konferencjach i szkoleniach, otwarcie na współpracę z klientami i agencjami to świadome działania w kierunku profesjonalizacji bloga.


Kiedy zaczynałam tworzyć swoje miejsce w sieci 17 miesięcy temu, nie miałam pojęcia jak to smakuje i że zabiera tak dużo czasu. Przez ten okres nauczyłam się wielu nowych rzeczy, poznałam fantastycznych ludzi i zweryfikowałam swoje podejście do blogowania. Zrozumiałam też, że dzięki niemu można odkryć nowe sfery swoich zainteresowań i rozwinąć aktualne, wydobyć swoje mocne strony, wykorzystać dotychczasowe doświadczenie zawodowe, otworzyć się na nowe tematy i dziedziny życia, a nawet uczynić swoją pasję sposobem na zarabianie pieniędzy. 


Do tej pory „wchodzeniu” w blogosferę poświęciłam sporo swojej uwagi, dużo czasu i jeszcze więcej cierpliwości kosztowały mnie kwestie techniczne związane z migracją bloga z jednej platformy na drugą. Niestety popełniłam kilka błędów, ale dzięki nim dostałam też cenną lekcję od życia. Teraz mogę skupić się na tym na czym najbardziej mi zależy i mogę snuć plany. Na dzień dzisiejszy nie jestem jednak w stanie przewidzieć efektu swoich działań w perspektywie kilkuletniej, swoją uwagę koncentruję raczej na najbliższych 12 miesiącach. Cały czas się uczę, obserwuję, buduję społeczność wokół bloga, angażuję się w projekty związane z jego tematyką, chętnie udzielam u innych nawiązując z nimi fajne relacje, regularnie publikuję i nadal rozgryzam kwestie techniczne. Jednak to wszystko wciąż za mało, bo blogów w sieci pojawia się coraz więcej, a ich autorzy mają wiele ciekawych i wartościowych treści do zaoferowania. Erę blogów pamiętników mamy już w dużym stopniu za sobą, teraz na blogach możemy przeczytać o trendach, czerpać wskazówki, przeszkolić się na specjalistycznym kursie, zakupić produkt czy usługę. To wszystko ma realny wpływ na nasze ambicje, pomysły i plany związane z rozwojem bloga, a nasze oczekiwania względem własnych działań poddawane są weryfikacji przez rzeczywistość.


Dostrzegam jednak i doceniam potencjał prowadzenia bloga o konkretnej tematyce, dlatego swoją najbliższą przyszłość wiążę z jednym z projektów związanych ze zdrowym stylem życia. Chciałabym też rozwinąć pozostałe, poza Facebookiem, profile na kanałach społecznościowych - ujednolicić Instagram, zwiększyć swoje zaangażowanie na Twitterze, docenić Google+, powrócić do Pinteresta. 4 miesiące po migracji i zmianie identyfikacji wizualnej mam pomysły na kolejny lifting (nie tylko kosmetyczny i techniczny) i rozwinięcie tematyki bloga. Myślę o newsletterze, nawiązuję współpracę z innymi blogerami i planuję zweryfikować możliwości zarabiania w sieci. Coraz bardziej interesują mnie blogi biznesowe i coraz większej ochoty nabieram na stworzenie własnego produktu w połączeniu z udziałem w ww. projekcie. Rozważam też otwarcie się na Snapa i YT, ale to pieśń przyszłości lub nagłego zdarzenia, które spowoduje zmianę mojego nastawienia do tych mediów ;-)


Blogowanie to nieustanne dawanie z siebie, oferowanie treści, produktów, usług, które wyróżnią nas z tłumu i jednocześnie przyciągną uwagę, a także zaskarbią zaufanie fanów i spowodują, że zostaną z nami na dłużej. Do tego warto mieć nie tylko dobrze przemyślaną koncepcję bloga, ale też strategię i plan jego rozwoju. Praca nad blogiem to nie praca od 9.00 do 17.00. To znacznie większe zaangażowanie i włożenie wysiłku w tworzenie nie tylko merytorycznych i przydatnych treści, ale też takich, za które ponosisz odpowiedzialność z chwilą naciśnięcia przycisku „Opublikuj”. Jednak taka praca daje duże pole do popisu, pozwala rozwijać się w nowym dla mnie kierunku, ale z wykorzystaniem dotychczasowego doświadczenia, doskonale wpływa na automotywację i wyzwala we mnie masę pozytywnej energii.



Aleksandra Bohojło


Aktywna mama trójki dzieci, pasjonatka życia, zwolenniczka zdrowego stylu życia, fanka slow life. Dba o rodzinę i przyjaciół, pielęgnuje swoje pasje, stawia na rozwój, lubi wprowadzać zmiany w swoim życiu i chętnie podejmuje nowe wyzwania. Ceni czas i zdrowie. Blogerka w www.esencjablog.pl.






PAWEŁ TKACZYK - Hmm… Od jakiegoś czasu nie robi się już rozróżnienia na „bloger”, „vloger”, „youtuber”… „Digital Influencer”, czyli osoba wpływająca na innych za pomocą kanałów cyfrowych – przychylam się do tej decyzji. I nawet tu nie ograniczałbym się do cyfrowych kanałów: piszę książki, artykuły do gazet… Oswajam się z wideo (na Periscope, Facebook Live czy YouTube). Blog pozostaje jednym z narzędzi, ale nawet w przypadku tekstów, staram się je dzielić pomiędzy Facebooka, Medium czy inne platformy. Blog za kilka lat… będzie taki sam. W sensie: może zmieni się szata graficzna, ale koncept artykułu pozostanie niezmieniony. Będzie w kilku językach, może będzie akceptował teksty od kilku autorów, ale to nie są rzeczy innowacyjne. Jednocześnie będę się przyglądał innym platformom i szukał w nich czegoś dla siebie.
 


WARTOŚĆ DODANA:


http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2016/01/przyszosc-blogosfery-wersja-pisana.html
http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2016/03/zarabianie-na-afiliacji-jako-bloger.html
http://www.jakzarabiacpieniadze.com.pl/2015/11/przyszosc-blogosfery-podcast.html

-

OSOBISTA PROŚBA DRODZY CZYTELNICY! GORĄCO ZACHĘCAM DO OPISYWANIA SWOJEJ STRATEGII BLOGOWANIA WRAZ Z LINKIEM DO BLOGA!

-